„Czy rozmawiam z panią Camilą Torres, legalną żoną Rodriga Salazara?”
„Tak. Kto zeznaje?”
„Prokuratura Miasta Meksyk. Z przykrością informuję, że pani mąż zmarł dziś rano w hotelu w dzielnicy Roma. Musi pani przyjechać, zidentyfikować ciało i złożyć zeznania”.
Nie krzyczałem. Nie drżałem.
„Jak on umarł?”
Mężczyzna milczał przez chwilę.
„Ostry zawał serca. Spożył alkohol i zażył środki pobudzające”. Towarzyszyła mu kobieta o imieniu Sofía Méndez.
Mariana z kuchni o mało nie upuściła kubków.
„Co się stało?”
Powoli się rozłączyłem.
„Rodrigo nie żyje”.
A kiedy włożyłem czarny garnitur, który miałem na sobie na rozmowach kwalifikacyjnych, które zmusił mnie odrzucić, poczułem, że historia dopiero się zaczyna.
Nie mogłem uwierzyć w to, co miało się wydarzyć w tej prokuraturze.
CZĘŚĆ 2
W poczekalni prokuratury unosił się zapach odgrzewanej kawy, wilgotnego papieru i strachu. Funkcjonariusz poprosił mnie o okazanie dokumentu tożsamości i zaprowadził do komendanta Rivasa, prowadzącego sprawę.
„Pani Camila, musimy potwierdzić pewne informacje. Musimy też przekazać pani rzeczy osobiste zmarłego”.
Na biurku leżał zegarek, portfel, klucze i telefon komórkowy Rodriga. Ekran wciąż był włączony. Rivas nie musiał wiele wyjaśniać; wiadomości mówiły same za siebie.
Rodrigo napisał do Sofíi poprzedniego wieczoru:
„Już podpisała. Ta głupia dziewczyna myślała, że dałem jej samochód, bo byłem miły”.
Sofía odpowiedziała:
„Doskonale. Później wszystko zmienimy. A pani rodziców wyślemy do domu opieki. Ten dom musi zostać z nami”.
Poczułam gorzki śmiech. Doña Norma, moja teściowa, która przez lata nazywała mnie „poszukiwaczką złota”, nie wiedziała, że kobieta, którą uważała za „z klasą”, już planowała się jej pozbyć.
„Czy ona jeszcze tu jest?” zapytałam.
Rivas skinął głową.
„Składa zeznania. Mówi, że nie miała z tym nic wspólnego, że on nagle zasłabł”.
W tym momencie otworzyły się drzwi na korytarz. Pojawiła się Sofía, eskortowana przez dwóch policjantów. Nie wyglądała już jak idealna kobieta z Instagrama. Jej makijaż był rozmazany, sukienka pognieciona, włosy splątane, a oczy opuchnięte od paniki.
A
Na mój widok gwałtownie się odsunęła.
„Camila! Proszę, pomóż mi. Powiedz im, że go nie zabiłam. Nic nie zrobiłam”.
Patrzyłam na nią bez ruchu.
„Wczoraj wieczorem pisałaś do mnie, żeby się ze mnie naśmiewać. Dzisiaj chcesz, żebym cię uratowała”.
„Bałam się”. Rodrigo zaczął dziwnie oddychać. Nie wiedział, co robić.
„A mimo to tak długo zwlekałaś z prośbą o pomoc?”
Sofia zbladła.
Dowódca Rivas podniósł wzrok.
„Dlaczego pani o to pyta, proszę pani?”
Wyjęłam telefon i otworzyłam aplikację bankową. Rodrigo nigdy nie przypuszczał, że nadal mam dostęp do powiadomień na wspólnym koncie, bo to ja płaciłam rachunki.
„Bo o 3:17 rano, 18 minut przed wezwaniem karetki, z konta mojego męża zlecono przelew 3 200 000 pesos na nieznane konto”.
Rivas wyprostował się.
Sofia zaczęła kręcić głową.
„Nie, nie, nic o tym nie wiem”.
„Rodrigo umierał” – powiedziałam spokojnie – „a ktoś użył jego odcisku palca lub hasła, żeby opróżnić konto, zanim wezwał pomoc”.
Dowódca poprosił oficera o sprawdzenie wyciągu bankowego. Kilka minut później ekran potwierdził to, co już wiedziałam.
Przelew został zrealizowany.
Konto docelowe było założone na firmę-słup powiązaną z jednym z kuzynów Sofii.
Załamała się.
„Chciałam się tylko upewnić! Obiecał mi, że pieniądze są dla mnie!”
Rivas zamknął teczkę.
—Sofío Méndez, jesteś aresztowana za kradzież, możliwe oszustwo i nieudzielenie pomocy. Twój status prawny zostanie ustalony przez prokuraturę.
Krzyki Sofíi wypełniły korytarz.
Nie czułam radości. Czułam jasność umysłu.
Właśnie gdy podpisywałam odbiór rzeczy Rodriga, usłyszałam krzyk z wejścia.
Doña Norma wbiegła do środka, zrozpaczona, z rozpuszczonymi włosami i twarzą czerwoną od płaczu. Za nią wszedł Don Ernesto, blady, wspierający się na lasce.
„Ty cholerna kobieto!” krzyknęła na mnie. „Mój syn umarł, a ty stoisz tu, jakby nic się nie stało!”
Próbowała podnieść na mnie rękę, ale cofnęłam się o krok.
Wyjęłam z torby umowę rozwodową i położyłam ją na stole.
„Twój syn wyrzucił mnie wczoraj wieczorem z domu. Zabrał wszystko. Zostawił mnie z długami. Podpisaliśmy to, zanim poszedł umrzeć ze swoją kochanką”.
Don Ernesto czytał dokumenty drżącymi rękami.
Doña Norma nie chciała w to uwierzyć.
„Musiałeś coś zrobić, żeby cię zostawiła. Mój Rodrigo był dobrym człowiekiem”.
Otworzyłem zdjęcie, które przysłała mi Sofía: Rodrigo obejmuje ją, wznosząc toast za jej nowe życie.
„To był jej dobry człowiek”.
Doña Norma oniemiała.