Kiedy weszłam do kuchni, zastałam męża przy blacie. Sky smarował sobie tosty masłem.
„Widziałaś Spirita?” zapytałam, już przygotowując się na najgorsze.
Nawet nie podniósł wzroku.
„Tak. Sprzedałam go, kiedy byłaś u ojca. To było jakiś tydzień temu. Tak będzie lepiej”.
„I tak umrze”.
„Ty… ty go sprzedałaś?”
„Był stary, Willa” – odpowiedziała Sky. „I tak umrze”. „I nawet nie pomyślałaś, żeby mnie o to zapytać?!
„Boże. Naprawdę będziemy z tego robić wielką aferę? To był twój zwierzak. Nic więcej. Powinnaś się cieszyć, że masz męża, który potrafi podejmować trudne decyzje”.
„Oddałaś go, kiedy byłam poza stanem, Sky?”
Nie słyszałam reszty.
„I dostałem za niego dobrą cenę” – dodał spokojnie. „Zainwestowałem w coś pożytecznego. Zobaczysz”.
Nie słyszałam reszty. Wyszłam z kuchni, zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek, czego mogłabym żałować.
**
Tego wieczoru siedziałam na podłodze z laptopem i notesem, dzwoniąc pod każdy numer, jaki udało mi się znaleźć.
Podzieliłam się zdjęciami Spirita. Niektórzy mówili, że nie wiedzą, o czym mówię. Inni nawet nie udawali, że ich to obchodzi.
Ale kobieta, owszem.
Rozmawiał przez telefon w salonie.
Wyszłam na werandę, wciąż trzymając telefon, próbując oddychać pomimo mdłości.
Wtedy usłyszałam głos Sky’a.
Rozmawiał przez telefon w salonie.
„Kochanie” – powiedział. „Nie masz pojęcia! Za pieniądze, które dostałem od tej starej zrzędy, będziemy żyć w luksusie”.
Kochanie?
Zamarłam, serce waliło mi jak młotem, gdy kontynuował.
**
Następnego ranka czekałam, aż Sky wyjdzie do pracy.
Znalazłam klucz przyklejony taśmą pod dolną półką.
Nie jadłam. Nie myłam się. Stałam przed jego biurkiem, drżącymi rękami. Otworzyłam szufladę, którą zawsze trzymał zamkniętą na klucz.
Znalazłam klucz przyklejony taśmą pod dolną półką.
W środku był rachunek i wydrukowany e-mail. Na dole był też numer telefonu.
Zadzwoniłam.
„Halo?”
„Halo! Przepraszam, że przeszkadzam – podobno niedawno przygarnęłaś kasztanowatego wałacha. Gwiazdka na czole? Duch?”
„Ach! Tak! Mogę potwierdzić.”
Ostry ból przeszył mi pierś.
„Czy nadal go masz?” zapytałam.
„Nie” – odpowiedziała. „Trzymaliśmy go przez kilka dni. Był przepiękny, ale niesamowicie uparty.”
Ostry ból przeszył mi pierś.
„Co się z nim stało?”
„Sprzedałam go do schroniska niedaleko Elk River”. Chyba nazywał się Windermere albo coś w tym stylu. Słuchaj, nic mu nie jest. To piękny koń, ale nie taki, jakiego się spodziewałam. Dostałam za niego dobrą cenę.
Nie taką, jakiej się spodziewała.
„Przepraszam, kto ci o nim powiedział? Szukam podobnego konia, którego kiedyś trenowałem i powiedziano mi, żebym się z tobą skontaktował”.
Podziękowałem jej.
„Och! To był Sky. Spirit był jego koniem i powiedział, że zwierzę potrzebuje nowego początku i że ja będę dla niego idealny”.
„Żeby go powitać”.
Dobrze.
Podziękowałam jej i rozłączyłam się, zanim powiedziałam cokolwiek, czego mogłabym żałować.
Sky oddała go, żeby zrobić na niej wrażenie… żeby poczuć się silna.
A kiedy Spirit nie spełnił jej marzeń, odrzuciła go, jakby był bezwartościowy.
Stałam tam z telefonem w dłoni.
Mój koń został odrzucony jako problem, z którym żadne z nas nie miało odwagi się zmierzyć.
Przetarłam oczy i zastanawiałam się, co dalej. Potem wzięłam kluczyki i wyszłam.
„Był bardzo spokojny”.
Spirit stał pod wiatą, kiedy go znalazłam. Wyglądał na starszego, niż pamiętałam. I zmęczonego.
Ale kiedy wypowiedziałam jego imię, drgnęły mu uszy. Podniósł głowę i zarżał.
„Był bardzo spokojny” – powiedziała mi kierowniczka schroniska. „Pierwszego dnia nie chciał jeść. Stał przy ogrodzeniu, jakby na kogoś czekał”.
Uklękłam obok niego.
„Czekałaś na mnie, prawda, kochanie?”
„Czy jesteś… czy jesteś jego byłą właścicielką?” zapytała kobieta z uśmiechem.
„Tak.”
Wypełniłam dokumenty. Potem załadowałam go do przyczepy, żeby zabrać do domu.
Zadzwoniłam do jego matki, Allison.