Obok niego Camille, jego kochanka, poprawiała czerwoną sukienkę z udawaną delikatnością kobiet, które doskonale wiedzą, co właśnie spowodowały.
Moja teściowa, Hélène de Beaumont, przycisnęła do piersi puste aksamitne pudełko. Spojrzała na mnie, jakbym samym oddechem zbrudziła antyczny parkiet.
„Ten szmaragdowy naszyjnik należał do mojej matki” – powiedziała lodowatym głosem. „Kobieta taka jak ty nie powinna nawet na to patrzeć”.
„Nic nie ukradłam” – odpowiedziałam.
Nie zdążyłam dodać ani słowa.
Uderzenie obróciło moją twarz w bok.
Adrien właśnie mnie uderzył na oczach swojej pani, matki, służby, szofera, który stał nieruchomo przy wejściu, ze spuszczonymi ze wstydu oczami.
Nie wstydzi się za siebie.
Wstydzi się za mnie.