Mina Juliana zbladła.
kolor zsiadłego mleka. Perły Brendy zdawały się ją dusić, gdy siedziała wyprostowana na galerii.
„A co więcej” – kontynuowała sędzia, a jej głos narastał w przerażającym crescendo sędziowskiej furii – „proszę wyjaśnić, dlaczego żąda pan połowy udziałów w spółce, do której wyraźnie zrzekł się pan wszelkich praw w punkcie czwartym własnej umowy poślubnej? Wydzielił pan „nieodwołalne aktywa powiernicze”, aby chronić swój przyszły spadek, panie Reeves. Nie zdawał pan sobie sprawy, że pozwana przeniosła cały swój udział do powiernictwa ojca sześćdziesiąt minut przed tym, jak wręczył jej pan długopis”.
Przez galerię przetoczył się okrzyk. Julian odwrócił się do Marcusa Thorne’a, otwierając i zamykając usta jak ryba na molo. Thorne spojrzał na dokumenty, potem na Juliana i powoli odsunął krzesło o piętnaście centymetrów od klienta.
„Wysoki Sądzie, musi zajść jakaś pomyłka” – wyjąkał Julian.
„To był mój błąd” – powiedziałam, wstając po raz pierwszy. Sala zwróciła się w moją stronę. „Pomyliłam twoją chciwość z inteligencją. Pomyliłam zazdrość mojej rodziny z miłością. Ale nigdy więcej nie pomylę drapieżnika z partnerem”.
ZAWIESZENIE: Gdy komornik zbliżał się do stołu wnioskodawcy, Brenda krzyknęła z galerii: „Vivien, ty to napraw! Powiedz im, że nie wiedziałam!”, ale sędzia już sięgała po młotek, żeby skierować sprawę do prokuratora okręgowego.