Specjalista ds. zgodności przesłał mi zabezpieczoną kopię formularza.
Mój podpis widniał na dole strony, ale nie był autentyczny. Damien prawdopodobnie skopiował go z innego dokumentu.
W jednym polu zaznaczyłam, że chcę wskazać mojego męża jako jedynego beneficjenta „ze względu na nasze pojednanie i jego codzienne wsparcie”.
Data odpowiadała popołudniu, kiedy byłem na rehabilitacji.
Poprosiłem o dokładną kwotę ryczałtu.
— Wliczając obowiązującą dopłatę
Śmierć w wyniku powikłań po wypadku może kosztować 420 000 euro.
W tym momencie otworzyły się drzwi wejściowe.
Damien wrócił z apteki z moimi lekami i bukietem kwiatów.
Patrzyłam, jak zdejmuje płaszcz, odkłada moje pudełka i całuje mnie w czoło.
Nie wrócił, żeby mi pomóc żyć.
Wrócił, żeby upewnić się, że jeśli moje ciało nie wytrzyma skutków wypadku, moja córka nic nie otrzyma, a 420 000 euro będzie jej należeć.
CZĘŚĆ 2
Zablokowałam ekran telefonu, zanim Damien wszedł do pokoju.
„Kto dzwonił?” zapytał.
„Klinika. Potwierdzają moją następną wizytę”.
Położył kwiaty na stole i podał mi leki.
„Wyglądasz na zrozpaczoną”.
„Boli mnie biodro”.
Przykucnął przede mną i położył mi dłoń na kolanie.
„Po kolejnej operacji wszystko będzie lepiej. Wtedy będziemy mogli zacząć od nowa”.
Widziałam, jak się uśmiecha, wiedząc, że właśnie podrobił mój podpis.
Moim pierwszym odruchem było rzucenie mu formularzem w twarz. Oparłam się.
Gdyby zdał sobie sprawę, że ubezpieczyciel mnie o tym powiadomił, mógłby zniszczyć swoje wiadomości, usunąć pliki lub wymyślić inną wersję.
Następnego dnia, podczas sesji fizjoterapii, zadzwoniłam do prawnika, którego poleciła mi siostra.
Adwokatka Claire Roussel powiedziała mi, żebym nie podpisywała już żadnych dokumentów. Poradziła mi również, żebym natychmiast cofnęła wszystkie upoważnienia udzielone Damienowi.
Ubezpieczyciel zablokował zmianę i przekazał formularz do swojego działu ds. oszustw.
Szybka analiza potwierdziła, że mój podpis został skopiowany z poprzedniego roszczenia. Obrys miał dokładnie te same drobne niedoskonałości.
Nawet rozmiar i kąt były identyczne.
„Naturalnego podpisu nigdy nie da się odtworzyć piksel po pikselu” – wyjaśnił prawnik.
Damien popełnił błąd, próbując zbyt idealnie naśladować mój charakter pisma.
Nie wiedział jeszcze, że jego prośba została zawieszona.
Kontynuowałem swoją rolę.
Podziękowałem mu za posiłki. Pozwoliłem mu towarzyszyć mi do kliniki i ostrożnie zareagowałem, gdy wspomniał o pojednaniu.
Im bardziej dawałem mu odczuć zaufanie, tym bardziej nalegał.
„Powinniśmy skonsolidować nasze konta” – zasugerował. „Byłoby prościej, gdybyś znowu trafił do szpitala”.
„Dlaczego miałbym trafić do szpitala?”
Zawahał się.
„Twój chirurg wspomniał o drugim zabiegu”.
„Ta operacja była konieczna, aby usunąć płytkę i sprawdzić gojenie się miednicy”. Lekarze wyjaśnili, że ryzyko jest niskie.
Damien jednak wciąż pytał o możliwe powikłania.
Chciał wiedzieć, jak długo będzie działać znieczulenie, jakie jest ryzyko infekcji i przez ile dni nie będę w stanie zająć się swoimi sprawami.
Na początku myślałam, że te pytania wynikają z niepokoju.
Teraz nabrały innego znaczenia.
Pewnego wieczoru Damien sprawdził pocztę na starym, rodzinnym tablecie. Zapomniał, że powiadomienia o wiadomościach wyświetlają się również na ekranie blokady.
Tablet należał do mnie i zawsze był w moim biurze. Nie wymuszałam żadnych haseł.
Kiedy był pod prysznicem, pojawił się komunikat:
„Klauzula musi zostać zatwierdzona przed operacją”.
Wiadomość była od kogoś o imieniu Romain.
Zrobiłam zdjęcie powiadomienia, nie otwierając rozmowy, a następnie wysłałam je do mojej prawniczki.
Poprosiła mnie, żebym sama nie przeszukiwała urządzenia. Następnego dnia komornik odnotował widoczne powiadomienia i stan tabletu.
Następnie uzyskaliśmy dalsze dowody bezpośrednio od Damiena.
Pani Roussel poradziła mi, żebym skontaktowała się z nim pisemnie, gdy tylko pojawi się temat ubezpieczenia.
Wysłałam mu więc wiadomość z kliniki:
„Otrzymałam powiadomienie dotyczące mojej dodatkowej polisy ubezpieczenia zdrowotnego. Czy podjęliście jakieś działania w moim imieniu?”
Odpowiedział dziesięć minut później.