„To tylko aktualizacja administracyjna. Prosiliście mnie, żebym się wszystkim zajęła”.
Spytałam go, co zmienił.
„Nic ważnego. Musiałam tylko zaznaczyć, że znów mieszkamy razem”.
„Przyznaje się do podjęcia działań” – wyjaśniła moja prawniczka. „Ale nadal musimy udowodnić, że wiedział, że nie miał waszej zgody”.
Napisałam do niego po raz drugi.
„Nie pamiętam, żebym podpisywała jakiekolwiek aneksy. Czy wypełnił pan formularz?”
Tym razem Damien zadzwonił do mnie, zamiast odebrać telefon.
Nie odebrałam.
Kilka minut później napisał do mnie:
„Byłeś zmęczony i brałeś leki. Rozmawialiśmy o tym. Dokończyłem to, czego nie byłeś w stanie zrobić”.
Używał m
Kruchość jako usprawiedliwienie.
Tego wieczoru wrócił do domu z butelką wina i moim ulubionym deserem.
„Powinniśmy porozmawiać o przyszłości” – powiedział.
Chciał, żebym podpisał ogólne pełnomocnictwo, które pozwoliłoby mu zarządzać moimi rachunkami podczas operacji.
Zapytałam go, dlaczego ograniczone pełnomocnictwo już nie wystarcza.
„Bo jesteśmy małżeństwem. To absurd, żeby obcy ludzie kontrolowali każdą decyzję, kiedy ja się tobą opiekuję”.
Położył dokumenty na mojej szafce nocnej.
„Podpisz je jutro. Poświadczymy je, zanim trafisz do szpitala”.
Obiecałam mu, że się nad tym zastanowię.
Dochodzenie przeprowadzone przez prawnika wykazało, że Damien był winien prawie 160 000 euro.
Zainwestował w dwie nieruchomości przeznaczone pod wynajem sezonowy, nie informując mnie o tym. Jeden z projektów został porzucony, a drugi był objęty postępowaniem egzekucyjnym.
Ofiarował również osobiście pożyczkę na działalność gospodarczą.
Jego główny wierzyciel zażądał spłaty przed końcem kwartału.
Wypłata z mojego ubezpieczenia umorzyłaby prawie wszystkie jego długi.
Roman, mężczyzna, który wysłał mu wiadomość, był jego byłym wspólnikiem.
Dzięki postanowieniom sądowym uzyskanym w trakcie śledztwa wszczętego po złożeniu przeze mnie skargi, policja odzyskała ich korespondencję.
Damien napisał do niego:
„Uważa, że wypadek nas do siebie zbliżył. Jeśli zostanę do operacji, podpisze wszystko”.
W innej wiadomości sprecyzował:
„Nic jej nie zrobię. Ale jeśli pojawią się komplikacje, nie chcę, żeby 420 000 euro trafiło do Manon, podczas gdy ja stracę wszystko”.
Wyrok był mroźny.
Mógł nie planować spowodowania mojej śmierci. Liczył się jednak z taką możliwością i już planował, jak na tym zarobić.
Jego powrót, posiłki i noce przy moim łóżku nie były aktami miłości.
To była inwestycja.
Mój prawnik i ja przygotowaliśmy się na ostatni krok.
Miałem uczestniczyć w telekonferencji z Damienem, aby omówić pełnomocnictwo, naszą separację i ochronę mojego majątku przed operacją.
Pani Roussel miała być obecna.
Na początku rozmowy wyraźnie zaznaczyła, że rozmowa będzie nagrywana w celu sporządzenia wiarygodnego zapisu prawnego.
„Czy to panu odpowiada, panie Garnier?”
Damien się zgodził.
Uważał, że nagranie będzie dowodem mojej zgody.