Policjanci pokazali legitymacje.
— Otrzymaliśmy zgłoszenie ze szpitala — powiedział starszy z nich. — Wyniki toksykologiczne wskazują na celowe zatrucie środkiem gryzoniobójczym. Musimy porozmawiać ze wszystkimi domownikami.
Adrianna spojrzała na mnie.
— Najpierw zabezpieczamy nagranie.
Skopiowała plik na dwa nośniki, zapisała dane kamery i wysłała oryginał na służbowy serwer kancelarii. Dopiero potem otworzyła drzwi szerzej.
Maksym wyszedł z sypialni z rozpiętą koszulą.
— Co tu robi policja?
— Szpital zgłosił zatrucie — odpowiedział funkcjonariusz.
— To było nieporozumienie.
— Proszę pozwolić nam to ustalić.
Iwona pojawiła się za nim. Gdy zobaczyła Adriannę i laptop, pobladła.
— Kacper jest dzieckiem. Nie możecie go przesłuchiwać bez psychologa.
— Na razie nikt go nie przesłuchuje — powiedziała Adrianna. — Ale panią tak.
Maksym spojrzał na mnie z wściekłością.
— Obiecałaś, że nie zrobisz awantury.
— Niczego nie obiecywałam.
— Chcesz zamknąć matkę dziecka w więzieniu?
— Chcę wiedzieć, dlaczego poleciła synowi wsypać mi truciznę do leków.
Iwona gwałtownie pokręciła głową.
— Nigdy czegoś takiego nie powiedziałam.
Odwróciłam laptop.
Na ekranie Kacper wysypywał niebieskie granulki do szklanki.
Z głośnika dobiegł jej głos:
— Tylko połowę. Ma się porządnie przestraszyć, a nie umrzeć.
W mieszkaniu zapadła cisza.
Teresa, która właśnie wyszła z pokoju gościnnego, oparła się o ścianę.
— Iwona?