— To wyrwane z kontekstu — wyjąkała.
— Jaki kontekst sprawia, że polecasz dziecku zatruć człowieka? — zapytał policjant.
Maksym podszedł do laptopa.
— Nagranie jest nielegalne. Nie można go użyć.
Adrianna zamknęła pokrywę.
— Kamera znajduje się w prywatnym mieszkaniu mojej klientki i obejmuje jej własną kuchnię. O dopuszczeniu dowodu zdecydują organy postępowania, nie pan.
Policjanci przeszukali schowek na balkonie.
Za skrzynką z narzędziami znaleźli opakowanie po granulacie. Brakowało prawie jednej trzeciej zawartości.
— Kto kupił ten produkt? — zapytał funkcjonariusz.
— Był tu od dawna — powiedział Maksym.
— Nieprawda — odezwała się Teresa. — W zeszłym tygodniu Iwona mówiła, że widziała ślady myszy w piwnicy.
Iwona odwróciła się do niej.
— Mamo, po co się odzywasz?
Teresa cofnęła się, jakby właśnie dostała policzek.
— Nie jestem twoją matką.
Pierwszy raz od jej przyjazdu nazwała sytuację inaczej, niż życzył sobie Maksym.
Policja zabezpieczyła opakowanie, telefony oraz zapis kamery. Iwonę i Maksyma zabrano na komisariat w celu złożenia wyjaśnień.
Kacper został z Teresą do czasu przyjazdu pracownika Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
Gdy wychodzili, Maksym odwrócił się do mnie.
— Jeśli coś stanie się Iwonie albo dziecku, nigdy ci tego nie wybaczę.
— Dzisiaj straciłam własne dziecko.
Nie odpowiedział.
Na komisariacie próbował przekonać policjantów, że widział całą scenę, ale sądził, iż Kacper wsypuje do szklanki witaminy.
Nagranie przeczyło jego słowom.
Słychać było, jak mówił do Iwony:
— Zabierz opakowanie.
Potem, gdy straciłam przytomność, kamera zarejestrowała jeszcze jedną rozmowę.
— Jest za dużo krwi — powiedział Maksym.
— Dzwoń po pogotowie.
— A co powiemy?
— Że pomyliła lekarstwa.
Przez ponad dwie minuty dyskutowali, zanim wezwali karetkę.
Lekarze później zeznali, że każda kolejna minuta zwiększała ryzyko krwotoku wewnętrznego.
W szpitalu pobrano mi krew i zabezpieczono próbkę preparatu, który pozostał w szklance. Ekspertyza potwierdziła wysokie stężenie brodifakumu.
Dawka nie była „żartem”.
Mogła mnie zabić.
Kacper, jako dziewięciolatek, nie odpowiadał karnie jak dorosły. Sprawa trafiła jednak do sądu rodzinnego, który zarządził badanie psychologiczne i tymczasowo ograniczył Iwonie możliwość samodzielnego sprawowania opieki.
Chłopiec zamieszkał ze swoim biologicznym ojcem, którego Iwona przez wiele miesięcy przedstawiała jako agresywnego i nieodpowiedzialnego.
Podczas pierwszej rozmowy z psychologiem powiedział:
— Mama obiecała mi nowy komputer, jeśli sprawię, że ciocia Liwia już nie będzie chciała mieć dziecka.
To zdanie zmieniło kierunek całego śledztwa.
Policja odzyskała skasowane wiadomości z telefonu Iwony.
W jednej pisała do Maksyma:
„Dopóki wierzy, że może zajść w ciążę, nigdy nie zaakceptuje naszego dziecka”.
Maksym odpowiedział:
„Nie przesadzaj. Mamy ją tylko przestraszyć”.
W kolejnej wiadomości Iwona napisała:
„Kacper zrobi to lepiej. Jemu nikt nic nie zrobi”.
Maksym wysłał kciuk uniesiony w górę.
Nie był biernym obserwatorem.
Pomagał zaplanować zatrucie, wykorzystując dziecko jako narzędzie.
Adrianna złożyła w moim imieniu pozew o rozwód z wyłącznej winy męża. Dołączyła dokumentację medyczną, zapis kamery, wiadomości oraz potwierdzenie ciąży Iwony.
Dopiero wtedy zobaczyłam datę.