Była w trzynastym tygodniu.
Dziecko zostało poczęte ponad trzy miesiące wcześniej.
Nie po moim zatruciu.
Nie jako „rozwiązanie” problemów z płodnością.
Maksym zdradzał mnie znacznie wcześniej, a historia o dziecku dla naszej rodziny była tylko sposobem, żeby zachować mieszkanie, wygodę i kobietę, która nadal prowadziłaby dom.
Kiedy Teresa zobaczyła wynik badania, usiadła przy stole.
— Powiedzieli mi, że stało się to dopiero niedawno — wyszeptała. — Mówili, że Liwia nigdy nie będzie mogła mieć dzieci, a Iwona chce uratować małżeństwo.
— Uratować moje małżeństwo, śpiąc z moim mężem?
Teściowa zakryła twarz.
— Chciałam wnuka.
— A ja chciałam przeżyć.
Teresa próbowała przekonać mnie, żebym wycofała zeznania.
— Iwona jest w ciąży. Jeśli trafi do więzienia, ucierpi niewinne dziecko.
— Moje dziecko również było niewinne.
— Maksym jest moim jedynym synem.
— A ja byłam jego żoną.
— Ludzie powiedzą, że zniszczyłaś całą rodzinę.
— Rodzinę zniszczono w chwili, gdy podano dziecku trutkę i kazano mu wsypać ją do mojej szklanki.
Po tej rozmowie kazałam jej wyjść.
Mieszkanie kupiłam trzy lata przed ślubem z pieniędzy z odszkodowania po śmierci rodziców. Maksym nie miał do niego prawa własności.
Adrianna wystąpiła o zabezpieczenie zakazujące mu kontaktowania się ze mną poza pośrednictwem prawników. Ze względu na groźby, próbę ukrywania dowodów i toczące się postępowanie prokurator poparł wniosek.
Maksym musiał się wyprowadzić.
Iwona nie miała już mieszkania, które mogła nazywać swoim.
Przenieśli się do dwupokojowego lokalu Teresy na Kapuściskach. Po dwóch tygodniach zaczęły się kłótnie.
Iwona oskarżała Maksyma, że obiecał jej mieszkanie, stabilność i wspólne życie.
Maksym obwiniał ją o nagranie, choć to on zdecydował, że kamera może zostać, bo „Liwia i tak nie potrafi obsługiwać aplikacji”.
Z czasem zaczęli zeznawać przeciwko sobie.
Iwona twierdziła, że pomysł zatrucia należał do Maksyma. Według niej miał powiedzieć, że po kolejnym poronieniu przestanę próbować zajść w ciążę i zgodzę się wychowywać ich dziecko.
Maksym zeznawał, że Iwona działała samodzielnie, a on bał się ją powstrzymać, bo groziła ujawnieniem romansu.
Wiadomości pokazały, że oboje kłamali.
Rozprawa rozwodowa odbyła się dziewięć miesięcy później.
Maksym wszedł na salę w ciemnym garniturze. Schudł, a pod oczami miał głębokie cienie.
Jego adwokat próbował przekonywać, że nasze małżeństwo rozpadło się z powodu wieloletnich problemów z płodnością i mojej „nadmiernej koncentracji na posiadaniu dziecka”.
Adrianna położyła przed sądem dokumentację z kliniki.
— Moja klientka zaszła w ciążę naturalnie — powiedziała. — Utraciła ją nie z powodu niepłodności, lecz w następstwie celowego zatrucia przygotowanego przez męża i jego partnerkę.
Maksym patrzył w blat.
Sąd odtworzył nagranie.
Po raz kolejny usłyszałam dziecięcy głos:
— Mamo, wszystko?
A potem odpowiedź Iwony: