Rafael próbował naciągnąć koszulę, ale nie dawał rady. Uklękłam przy nim, płacząc.
— Widziałam już — wyznałam. — Tamtego świtu spojrzałam przez dziurkę od klucza. Wybacz mi.
Zamknął oczy. Wyglądał jak pokonany człowiek.
Miguel zrobił krok w tył, jakby nagle uderzyło w niego poczucie winy.
— Tato… ja nie wiedziałem.
Rafael ledwo oddychał.
Zanieśliśmy go do sypialni. Niedługo potem przybiegła wystraszona Ana. Wszyscy czworo stali wokół łóżka, patrząc na człowieka, który przez dziesięciolecia wydawał się z kamienia, a teraz drżał jak dziecko.
— Kto ci to zrobił? — zapytała Ana.
Rafael nie odpowiadał.
— Proszę — powiedziałam, biorąc go za rękę. — Nie możesz już dłużej dźwigać tego sam.
Płakał w milczeniu. Potem otworzył oczy i spojrzał na swoje dzieci.
— Jeśli wam opowiem, znienawidzicie człowieka, którym byłem.
Miguel ukląkł przy łóżku.
— Ja już znienawidziłem siebie za to, że oceniałem cię, nie znając prawdy. Teraz powiedz nam.
Rafael przełknął ślinę. Jego głos był załamany.
— Wszystko zaczęło się w 1971 roku… kiedy pomylili mnie z innym człowiekiem.
Prawda miała wyjść na jaw za kilka sekund, a nikt z nas nie był gotowy, by jej wysłuchać.
CZĘŚĆ 3
Rafael potrzebował kilku minut, zanim zaczął mówić. Na zewnątrz słychać było ulicznych sprzedawców, szczekanie psów – życie toczyło się dalej, jakby w tej sypialni nie miała się zaraz rozpaść cała nasza rodzina.
— Należałem do grupy parafialnej — zaczął. — Byliśmy młodzi. Rozdawaliśmy jedzenie, uczyliśmy dzieci z sąsiedztwa czytać, zbieraliśmy leki dla rodzin, których nie było stać na lekarza. Nic więcej. — Spojrzał na nas po kolei. — Ale w tamtych latach pomaganie ubogim również mogło wydać się podejrzane.
Opowiedział, że pewnego popołudnia, gdy wychodził z fabryki, zatrzymał się przy nim samochód. Dwóch mężczyzn wciągnęło go do środka siłą. Zawiązali mu oczy, związali ręce i wywieźli do pokoju bez okien. Chcieli nazwisk. Chcieli wiedzieć o spotkaniach, liderach, ulotkach, planach, o których Rafael nie miał pojęcia.