Mój mąż zepchnął moje ciało w dziewiątym miesiącu ciąży z lodowatego klifu, wierząc, że 50 milionów dolarów z ubezpieczenia na życie jest warte mojej śmierci. Na moim „pogrzebie” stanął obok kochanki i uśmiechnął się pogardliwie. „Oboje zamarzli na śmierć” – zadrwił. „Ten nicpoń na to zasłużył”. Wtedy drzwi katedry otworzyły się z hukiem. Wszystkie głowy się odwróciły. Powoli szłam nawą, ramię w ramię z moim ojcem – miliarderem, prezesem imperium ubezpieczeniowego…
Pchnął mnie, gdy śnieg był na tyle głośny, że zagłuszał mój krzyk.
W jednej chwili błagałam męża, żeby zabrał mnie do domu; w drugiej staczałam się tyłem z klifu Blackthorn, w dziewiątym miesiącu ciąży, drapiąc powietrze palcami, podczas gdy Victor Hale śmiał się nade mną.
„Nie martw się, Eleno” – krzyknął, a jego głos błyszczał okrucieństwem. „Dziecko nie będzie długo cierpieć”.
Świat roztrzaskał się w bieli.
Uderzyłam o krawędź w połowie drogi. Ból eksplodował w moich żebrach, policzku, żołądku. Czułem krew i lód. Nade mną cień Victora pochylał się nad klifem, z telefonem w dłoni, rejestrując jedynie ciemność.
Potem odezwał się inny głos.
Jego kochanka, Serena.
„Czy ona nie żyje?”
Victor cicho się zaśmiał. „Za pięćdziesiąt milionów dolarów? Lepiej by jej poszło”.
Zostawili mnie tam.
Przez dwie godziny nie ruszałem się. Słuchałem, jak mój oddech staje się płytszy. Przycisnąłem obie dłonie do brzucha i szepnąłem do mojego nienarodzonego syna: „Zostań ze mną. Błagam cię. Po prostu zostań”.
Światło przesunęło się po śniegu.
To nie był Victor.
Śmigłowiec ratunkowy.
Mężczyzna, który zszedł na dół, miał na sobie czarny płaszcz, nie mundur. Srebrne włosy. Stalowe oczy. Twarz, którą kiedyś widziałem na starej fotografii, gdy moja matka ukrywała się za aktem ślubu.
Adrian Cross.
Prezes Cross Atlantic Insurance Group.
Firma, która posiadała moją polisę na życie.
I, zgodnie z listem, który zostawiła mi matka przed śmiercią, mój biologiczny ojciec.
Uklęknął obok mnie, a jego twarz zadrżała na widok mojej twarzy.
„Eleno?” – zapytał.
Próbowałam odpowiedzieć, ale z ust wypłynęła tylko krew.
Jego dłoń w rękawiczce przykryła moją, leżącą na moim brzuchu. „Nie umrzesz tutaj”.