CZĘŚĆ 2
Mariana nie skonfrontowała się z Óscarem. Schowała paragon, zrobiła zdjęcie i kontynuowała serwowanie niedrogich obiadów, jakby nic się nie stało.
We wtorek oznajmił, że jego matka przyjedzie wcześniej niż planowano, ponieważ w ich mieszkaniu trwa naprawa instalacji wodno-kanalizacyjnej.
„Chcę, żeby dom był nieskazitelnie czysty” – rozkazał. „Zróbcie carne en su jugo, sałatkę, zupę i coś na deser. Mama nie powinna myśleć, że żyjemy biednie”.
„Zostało 180 pesos w budżecie”.
Óscar odłożył słuchawkę, zirytowany.
„Wpłać trochę z własnej kieszeni”.
„Moja pensja pokrywa koszty transportu, wyżywienia i wydatków. Sam zdecydowałeś, ile jest warte wyżywienie tego domu”.
Wstał i uderzył dłonią w stół.
„Jestem głową rodziny i to ja decyduję! Chcę porządnego obiadu, kiedy mama wróci. Sam to wymyśl”.
Cynamon uciekł pod sofę. Mariana wytrzymała jego spojrzenie bez mrugnięcia okiem.
„Dobrze. Będzie mięso”.
Óscar uśmiechnął się, wierząc, że w końcu ją złamał.
Następnego dnia Mariana poprosiła o możliwość wcześniejszego wyjścia z biblioteki i poszła na targ. Don Rubén, sąsiad, który pracował jako ochroniarz, zaprowadził ją w miejsce, gdzie rzeźnicy sprzedawali resztki na rosół i paszę dla zwierząt.
Za ostatnie 180 pesos kupiła dwa kilogramy kurzych nóżek i głów, skórę, chrząstki i ogromną wołową kość bez ani jednego paska mięsa. Umyła je, ugotowała z czosnkiem, cebulą i liściem laurowym i pozwoliła, by aromat wypełnił całe mieszkanie.
Teresa przybyła o 18:00. Była krzepką kobietą o pięknych włosach.
Idealnie usadowiona, z oczami wyczuwającymi kurz z odległości pięciu metrów.
„Korytarz jest ciemniejszy, niż pamiętałam” – powiedziała, zamiast go powitać. „Przyniosłam marynowane papryczki chili, bo mój syn je lubi”.
Óscar pojawił się w nowej koszuli i odprowadził ją do stołu. Biały obrus, porcelana zarezerwowana na specjalne okazje i płócienne serwetki sprawiały wrażenie, jakby za chwilę miała się odbyć uroczystość rocznicowa.
„Mariana wie, jak się popisywać, kiedy ma na to ochotę” – pochwalił się.
Postawiła przykrytą tacę przed teściową.
„Przygotowałam dokładnie tyle, ile pozwalał budżet Óscara”.
Kiedy zdjęła pokrywkę, Teresa zamarła.
Na tacy leżała góra kurzych łapek z pazurami, gotowanymi głowami i lśniącą chrząstką. Na środku leżała duża, biała wołowa kość, niczym kpina.
„Co to za śmieci?” – krzyknął Óscar.
„To wystarczy na 180 pesos, żeby wyżywić dom przez trzy tygodnie”.
Teresa spojrzała na syna.
„Ile mu dałeś?”
„Oszczędzamy” – wyjąkał. „To tymczasowe”.
Mariana położyła paragon za felgi obok talerza.
„On nie oszczędza. Wydał 74 000 pesos na samochód”.
Teresa założyła okulary. Na widok potwierdzenia przelewu zbladła.
„Óscar… Dałam ci te 40 000 pesos na depozyt, kiedy remontowali moje mieszkanie”.
„Oddam ci z premii”.
„Użyłeś moich pieniędzy na zakup felg?”
Óscar otworzył usta, ale jego telefon zawibrował na stole. Na ekranie pojawiło się powiadomienie bankowe, które wszyscy troje zdołali odczytać:
„Zaległa płatność. Pożyczka osobista na 120 000 pesos. Unikać windykacji”.
Teresa powoli podniosła wzrok.
Mariana zdała sobie sprawę, że felgi to tylko pierwsze kłamstwo.
I zanim Óscar zdążył schować telefon, ktoś zapukał do drzwi z taką siłą, że naczynia zadrżały.
CZĘŚĆ 3