Potem Richard zadzwonił do mnie bezpośrednio. Odebrałam dopiero za czwartym razem.
„Eleno” – powiedział Richard, jego zazwyczaj donośny, arogancki głos brzmiał zupełnie nie do poznania. „Czy wiesz przypadkiem, gdzie teraz jest Julian?”.
Zmarszczyłam brwi, a marmurowe ściany łazienki zrobiły się jeszcze zimniejsze. „Założyłam, że jest w biurze. Dlaczego?”.
Po drugiej stronie zapadła ciężka, dusząca cisza, jakby bogaty patriarcha próbował uporać się z nagłą tragedią.
„Wyszedł z mieszkania wcześnie rano i nikomu nie odbiera” – wyjaśnił Richard, oddychając drżącym głosem. „Eleno… jest coś bardzo ważnego, o czym musisz wiedzieć. Mój syn nie tylko odwołał ślub. On po prostu opróżnił całe twoje wspólne konto oszczędnościowe”.
„Mówisz, że Julian ukradł nasze pieniądze?” – zapytałam ledwie szeptem, gdy ściany łazienki w klubie golfowym zdawały się mnie otaczać.
„Mówię, że moim zdaniem mój syn zrobił coś katastrofalnego, a to dopiero początek” – odpowiedział Richard, mrożąc mi krew w żyłach.
Jeszcze o tym nie wiedziałam, ale wkrótce miałam odkryć, że odwołanie naszego wystawnego ślubu przez SMS było absolutnie najmniej potworną rzeczą, jaką Julian kiedykolwiek zrobił.
Wyszłam cicho z przyjęcia panieńskiego bocznymi drzwiami, zostawiając Chloe, by zajęła się zdezorientowanymi gośćmi.
Pojechałam prosto do posiadłości rodziny Vance. Dotarłam godzinę później z rozmazanym tuszem do rzęs i gardłem tak suchym, że aż bolało. Czułam się, jakbym wkraczała na miejsce zbrodni, a nie do znajomego domu.
Rozległa rezydencja zazwyczaj pachniała drogim mahoniem, świeżymi liliami i czystą arogancją. Ale tego popołudnia pachniała czystym, niesfiltrowanym strachem.
Victoria siedziała na aksamitnej sofie z twarzą wykrzywioną w grymasie szoku, z na wpół opróżnioną szklanką szkockiej w drżącej dłoni. Richard przechadzał się po drewnianej podłodze, otoczony wydrukowanymi wyciągami bankowymi i otwartym laptopem na szklanym stoliku kawowym. Obok komputera leżała podarta, pospiesznie nabazgrana notatka, którą znaleźli na biurku Juliana.
„Przepraszam. To jedyny sposób, żeby to naprawić” – głosił list. Ale nie dawał on absolutnie żadnego prawdziwego wyjaśnienia mdłej pustki, którą czułam w żołądku.
Do tej chwili szczerze myślałem, że to zwykłe tchórzostwo – klasyczny przypadek wahania się lub kryzys egzystencjalny w ostatniej chwili. Ale rozrzucone na stole dokumenty bankowe wskazywały na o wiele głębszą, mroczniejszą chorobę.
Julian nie miał romansu. Nie bał się zaangażowania.
Tonął.
„Jest starszym menedżerem portfela” – mruknął Richard, przecierając twarz dłonią. „Ale nie inwestował w tradycyjne fundusze. Był mocno zaangażowany w ryzykowny handel kryptowalutami. Nieregulowane giełdy offshore. Wykorzystując wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego pieniędzmi, których tak naprawdę nie posiadał”.
„Powiedział mi, że jego inwestycje idą znakomicie” – powiedziałem drżącym głosem, patrząc na czerwone cyfry na ekranie.
„Kłamał wszystkich” – powiedział Richard. „Prowadził fundusz cieni. Piramidę finansową, żeby pokryć swoje ogromne straty na kryptowalutach. Kiedy rynek załamał się w zeszłym tygodniu, wpadł w desperację”.
Nagle w holu rozległ się dźwięk ciężkiej mosiężnej kołatki w drzwiach wejściowych rezydencji.
Victoria jęknęła, chwytając się za pierś. „Czy to policja? Znaleźli go?”
Richard podszedł do drzwi i otworzył je. To nie była policja.