„Myślałem, że jesteś ze mnie dumny”.
Camille milczała.
Henry wydawał się postarzały o dziesięć lat.
„Ukradłeś mu informacje zawodowe?”
„Nic nie ukradłam!” warknęła. „On mi to pokazał”. Nie moja wina, że jest naiwny.
Wyrok zniszczył to, co między nimi pozostało.
Antoine patrzył na nią tak, jak się patrzy, jak znajoma twarz nagle staje się obca.
„Broniłem cię przez trzy lata, kiedy…”
„Płakałaś z powodu swojej siostry. Myślałam, że Claire jest zimną, zazdrosną i niebezpieczną kobietą. A przez cały czas wspierała mnie w pracy, awansowała, szanowała. Ty, ty mnie wykorzystywałaś”.
„Bo ona zawsze mnie upokarzała samą swoją egzystencją!” krzyknęła Camille.
Para siedząca przy sąsiednim stoliku odwróciła się. Podszedł kierownik restauracji, ale Henri uniósł rękę, dając znak, że wszystko jest w porządku. Nic nie było w porządku. Ale po raz pierwszy bałagan był widoczny dla tych, którzy go stworzyli.
Claire mówiła ciszej.
„Chcesz porozmawiać o upokorzeniu? Dobrze. Porozmawiajmy o aplikacji Sciences Po”.
Camille zmarszczyła brwi.
Martine zmarszczyła brwi.
„Jakiej aplikacji?”
Claire poczuła, że jej oddech zwalnia. Nigdy więcej nie chciała jej otwierać. W wieku 18 lat otrzymała list z informacją, że jej aplikacja została wycofana po rozmowie telefonicznej. Powiedziano jej, że inna kandydatka potwierdziła, że nie chce już brać udziału w konkursie. Tego dnia była w Grenoble na konkursie krasomówczym. Camille była jedyną osobą w domu.
„Ktoś dzwonił, podając się za mnie” – powiedziała Claire. „Moje zgłoszenie zostało anulowane. Lata zajęło mi zrozumienie tego”.
Henry zwrócił się do młodszej siostry.
„Camille?”
Nie odpowiedziała od razu. Jej ramiona uniosły się i opadły.
„Jechała do Paryża. Wszyscy o tym mówili”.
Martine upuściła broszkę. Małe pudełeczko zamknęło się w połowie.
„Miałaś 14 lat…”
„I co z tego? Już wygrała. Jedzie. Powiedziałbyś, że wciąż jest odważna, błyskotliwa, wyjątkowa”. Zostałabym tu ze swoimi przeciętnymi ocenami i twoimi współczującymi uśmiechami.
Henry uderzył ręką w stół. Kieliszki zadrżały.
„Zniszczyłeś jej przyszłość”.
„I tak jej się udało!”
„Nie o to chodzi” – powiedziała Claire.
Jej głos w końcu zadrżał.
„W twoim przypadku to nigdy nie ma sensu. Kiedy pokazałaś mojemu pierwszemu chłopakowi wpisy do pamiętnika, których nigdy nie pisałam, straciłam kogoś, kogo kochałam. Ale powiedziałaś, że przesadzam. Kiedy powiedziałaś dziadkowi, że gardziłam jego praktyką, kiedy chciałam tam odbyć staż, przestał do mnie dzwonić. Ale powiedziałaś, że jestem wrażliwa. Kiedy powiedziałaś całej rodzinie, że odmawiam pomocy finansowej mamie, potajemnie płacąc za jej sesje fizjoterapeutyczne, powiedziałaś, że to „twoja wersja”.
Martine położyła dłoń na piersi.
„To ty płaciłaś?”
Claire skinęła głową.
„Przez osiem miesięcy”.
Jej matka wybuchnęła płaczem, ale Claire nie ruszyła się, żeby ją pocieszyć. Nie z okrucieństwa. Bo nie miała już siły, żeby wszystko naprawić.
Camille też płakała, ale jej łzy nie miały tego samego koloru. Szukały schronienia.
„Widzisz? Ona zawsze tak robi. Czeka na odpowiedni moment, żeby udawać ofiarę”.
Antoine odsunął krzesło.
„Nie, Camille. Po prostu czekała, aż ktoś w końcu jej wysłucha”.
Podniósł kurtkę.
„Idę pieszo. Nie mogę siedzieć obok ciebie”.
Camille wyciągnęła do niego rękę.
„Antoine, kocham cię”.
Spojrzał na nią z zimnym smutkiem.
„Może”. Ale szczególnie kocha się to, co inni mogą dać w zamian za Claire.
Wyszedł z restauracji.