Zacisnął szczękę na słowo „proszę pana”, ale nie zatrzymał mnie, gdy wszedłem na górę. Spakowałem tę samą torbę podróżną, którą nosiłem przez trzy misje. Dżinsy. Dwie koszule. Moją marynarkę. Moje medale w małym aksamitnym etui. Oprawione zdjęcie mojej matki, Sarah Holbrook, uśmiechającej się nad Zatoką Chesapeake z wiatrem we włosach.
Kiedy wróciłem na dół, Elaine już zaczęła wycierać blat, cicho nucąc. Mój ojciec stał przy drzwiach.
„Przesadzasz, Avery” – powiedział.
Zatrzymałam się z ręką na klamce.
„Nie” – powiedziałam. „Wykonuję rozkazy”.
Po raz pierwszy tej nocy na jego twarzy pojawił się cień niepewności.
Ale nadal się nie ruszył.
Deszcz uderzał o werandę, gdy wychodziłam na zewnątrz. Dom za mną lśnił ciepłem i złotem, życzliwością, którą obcy mogliby podziwiać na ulicy. Nigdy by się nie dowiedzieli, że w środku ojciec właśnie zamienił godność córki na aprobatę młodszej kobiety.
Wyjechałam z Arlington przed północą, wycieraczki dudniły o przednią szybę. Mój telefon leżał cicho na siedzeniu pasażera. Żadnego połączenia. Żadnej wiadomości. Nawet jednego ostatniego polecenia.
Gdzieś w pobliżu Fredericksburga zajechałam do baru oświetlonego migoczącym szyldem. Zamówiłam czarną kawę i usiadłam przy oknie, obserwując, jak amerykańska flaga na zewnątrz trzepocze w burzy. Salutowałam tej fladze tysiące razy, ale nigdy nie czułam się pod nią bardziej bezdomna.
Kelnerka o imieniu Carol zauważyła torbę podróżną u moich stóp.
„Wojskowy?” zapytała.