Élodie siedziała obok babci i smarowała masłem kromkę chleba, ponieważ artretyzm Marguerite uniemożliwiał jej prawidłowe trzymanie noża.
„Dlaczego moi goście utknęli na polu golfowym?”
Élodie podniosła wzrok.
„Jaki goście?”
„Dwóch klientów. Są z Lyonu.”
„Nie są częścią przyjęcia urodzinowego babci.”
„Przejechali 140 km!”
„Powinieneś był im powiedzieć, zanim zaprosiłeś ich na jej konto.”
Thomas poczerwieniał.
„Zdajesz sobie sprawę, jakie to upokarzające?”
Élodie patrzyła na niego przez kilka sekund.
„Tak. Rozumiem doskonale.”
Marguerite odstawiła kubek.
„Zaprosiłeś klientów biznesowych na moje urodziny?”
Thomas zawahał się.
„Prawie się przyjaźnią.”
„Nawet nie znam ich imion.”
Cécile podeszła do niego od tyłu.
„Szczerze mówiąc, to wszystko robi się absurdalne. Élodie odkrywa, że ma w sobie odrobinę mocy i wykorzystuje ją.”
Élodie złożyła serwetkę.
„Twoje zabiegi spa nadal obowiązują”.
„Brakuje dwóch usług”.
„Te, które dodałaś wczoraj wieczorem”.
„I co z tego?”
„Wynoszą 870 euro”.
Cécile zaśmiała się sucho.
„No i masz. Zawsze liczę”.
Marguerite podniosła wzrok.
„Tak. Bo te pieniądze należały do Henriego”.
Zapadła głucha cisza.
„Te pieniądze miały nam kupić pamiątkę” – kontynuowała. „A nie pokryć twoich kaprysów”.
Cécile nie odpowiedziała.
Od tego momentu coś się zmieniło w rodzinie.
Przez lata Alain mówił tak, jakby jego pewność siebie wystarczała, by usprawiedliwić jego działania. Podejmował decyzje przed wszystkimi innymi, wszystkich poprawiał i nazywał to „braniem odpowiedzialności”.
Ale hotel nie uznawał jego autorytetu.
Uznawał podpisy.
Umowy.
I życzenia Marguerite.
Około 14:00 Sophie zadzwoniła do Élodie.
„Twój ojciec jest w recepcji z prawnikiem”.
Élodie zwróciła się do babci.
Marguerite obserwowała żaglówki z okna swojego apartamentu.
„Chce salę konferencyjną” – kontynuowała Sophie. „Odmówiliśmy, ponieważ twoja babcia nie wyraziła na to zgody”.
Élodie się rozłączyła.
„Babciu…”
Marguerite natychmiast zobaczyła jej twarz.
„On tu jest?”
Élodie zamarła.
„Wiedziałaś?”
Marguerite powoli usiadła.
„Twój ojciec prosi mnie o podpisanie dokumentów od czterech miesięcy”.
„Jakich dokumentów?”
„Pełnomocnictwa. Mówi, że byłoby prościej, gdyby on i Thomas mogli działać w moim imieniu”.
Élodie poczuła narastający gniew.
„Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?”
Marguerite spojrzała na swoje dłonie.
„Bo matka nie lubi przyznawać, że jej syn czeka, aż będzie na tyle dorosła, by nie móc mu już odmówić”.
Élodie uklękła przed nią.
„Nie masz się czego wstydzić”.
Marguerite lekko się uśmiechnęła.
„Ale ja się wstydziłam”.
Potem jej wyraz twarzy się zmienił.
„Pomóż mi zejść na dół”.
W holu Alain stał przy ladzie z mężczyzną w szarym garniturze. Thomas był kilka kroków ode mnie. Cécile trzymała telefon w dłoni.
Kiedy pojawiła się Marguerite, Alain natychmiast przybrał łagodny ton.
„Mamo, idealnie. Maître Valette przyszedł, żeby ustalić kilka szczegółów”.
Marguerite zatrzymała się przed prawnikiem.
„Czy ja cię prosiłam, żebyś przyszedł?”
Mężczyzna zawahał się.
Alain interweniował:
„Mamo, nie ma potrzeby…”
„Rozmawiam z Maître Valette”.
Prawnik odchrząknął.
„Twój syn wyjaśnił mi, że rodzina chciała wykorzystać twoją obecność, żeby przejrzeć jakieś dokumenty”.
„Rodzina?”
Marguerite powoli odwróciła głowę w stronę Alaina.
„A może ciebie?”
Jej twarz stwardniała.
„Chodzi o ochronę wszystkich”.
„Przed czym?”
Thomas zrobił krok.
„Babciu, tata po prostu próbuje ocalić to, co zbudował dziadek”.
Marguerite wpatrywała się w niego.
„Dla kogo?”
Thomas spojrzał na Élodie.
Ten prosty ruch wystarczył.
Alain stracił panowanie nad sobą.
„Właśnie dlatego musiała odejść!”
Élodie poczuła, że wszystkie oczy zwracają się w jej stronę.
„Nastawia cię przeciwko nam!” kontynuował. „Odkąd się pojawiła, wszystko stało się problemem. Wydatki, golf, papierkowa robota… Wygłasza wszystkim wykłady, spędzając dni z czterolatkami!”
Françoise mruknęła:
„Alain…”
Ale nie przestawał.
„Nigdy niczego nie zbudowała. Jeździ piętnastoletnim samochodem, ledwo zarabia na godne życie, a teraz chce decydować za całą rodzinę!”
Przez lata takie stwierdzenia sprawiały, że Élodie spuszczała wzrok.
Nie tym razem.
Marguerite zrobiła krok naprzód.
„Zbudowała coś, czego nigdy nie mogłeś kupić”.
Alain prychnął.
„Co?”
„Zaufanie”.
Zamilkł.
Marguerite ścisnęła laskę.
„Kiedy twój ojciec chorował, Élodie przychodziła w każdą niedzielę”. Kiedy nie mógł już czytać, czytała mu gazetę. Po jego śmierci woziła mnie na wizyty, przynosiła zakupy i siedziała do późna, nie patrząc na zegarek.
Jej oczy błyszczały.