Ta pojedyncza umowa była warta dwa miliony dolarów. W ciągu roku osiągnęliśmy przychód w wysokości 7,4 miliona dolarów. Pod koniec 2018 roku gwałtownie wzrósł do 58 milionów dolarów.
Rozwijaliśmy się w tempie, które przyprawiało inwestorów venture capital z Doliny Krzemowej o ślinę. A moi rodzice? Żyli po królewsku.
Jako dyrektor finansowy, Margaret traktowała konta firmowe jak swój prywatny fundusz bieżący. Tylko w 2017 roku zmarnowała 340 000 dolarów z firmowych pieniędzy na luksusowy remont kuchni, wystawne wakacje na Hawajach, nowiutką ciężarówkę za 80 000 dolarów dla Brandona i zaliczkę na luksusowy apartament w Des Moines – również dla Brandona.
Kiedy rzuciłem raporty finansowe na jej biurko i skonfrontowałem się z nią, spojrzała na mnie z jadowitym oburzeniem. „To firma rodzinna, Lauren. Rodzina dba o rodzinę”.
Brando
Tymczasem n został zmuszony do płacenia. Moi rodzice nadali mu tytuł „Dyrektora Operacyjnego”. Miał trzydzieści lat, trzykrotnie rzucił studia w college’u, a jego codzienna rutyna polegała na pojawianiu się o 10:30 rano, zamykaniu się w luksusowym, narożnym biurze, które zaprojektował dla niego mój ojciec, i graniu w gry wideo na 70-calowym monitorze. Jego pensja wynosiła 185 000 dolarów rocznie plus arbitralne premie, które moja matka zatwierdzała potajemnie.
Tolerowałam wykorzystywanie. Tłumiłam wściekłość. Powtarzałam sobie, że jeśli tylko sprawię, że będą wystarczająco bogaci, w końcu spojrzą na mnie i pokochają. Miałam trzydzieści pięć lat, zarządzałam przełomową technologią, a mimo to wciąż byłam małą dziewczynką błagającą o odrobinę uczucia.
Do 2021 roku Helixen Biotech osiągnął 140 milionów dolarów rocznego przychodu. Moi rodzice pobierali wielomilionowe pensje. Moja pensja była ograniczona do 400 000 dolarów.
Ale nadszedł ranek 14 marca 2027 roku.
Przybyłem do naszej nowo wybudowanej, lśniącej, szklanej i stalowej siedziby firmy, niosąc kawę dla Taylor i Davida. Byłem wyczerpany, ale podekscytowany; właśnie rozwiązaliśmy ogromny problem z symulacją wielocelową.
Telefon zawibrował mi w kieszeni. SMS od Arthura.
Sala konferencyjna A. 9:00. Ważne spotkanie. Nie spóźnij się.
Szedłem przez pluszowy, wyłożony dywanem korytarz. Pchnąłem ciężkie, szklane drzwi Sali Konferencyjnej A.
Zamarłem.
Sprzedawali dzieło mojego życia. I tylko ja nie zostałem zaproszony na wypłatę.
Przestronna sala była pełna.
Arthur siedział na czele dębowego stołu, ubrany w szyty na miarę granatowy garnitur, który krzyczał „nowe pieniądze”. Margaret siedziała po jego prawej stronie, ociekająca perłami. Brandon rozsiadł się po jego lewej stronie, uśmiechając się ironicznie jak zwycięzca na loterii.
Ale to obcy w pokoju zmrozili mi krew w żyłach.