Mateo wysłuchał argumentów z sądu.
Gabriel interweniował, ale Elena poprosiła go, żeby nie wszczynał kłótni.
César uśmiechnął się na jego widok.
„Więc jesteś ratownikiem medycznym. Bohaterem”.
„Gabriel był z Mateo, kiedy ciebie nie było” – odpowiedziała Elena.
„To nie czyni go jego ojcem”.
Słowa mocno uderzyły Mateo. Chłopiec zdjął rękawiczki i pobiegł w stronę szatni.
César upierał się, że się zmienił. Mówił, że chce nadrobić stracony czas i zaangażować się w życie Mateo.
Jednak tej samej nocy ujawnił swoje prawdziwe intencje.
Zjawił się w Café Lupita i zażądał rozmowy z Eleną na osobności.
„Słyszałem, że zamierzasz poślubić ratownika medycznego” – powiedział. „Słyszałem też, że chcesz zmienić nazwisko chłopca”.
„To nie twoja sprawa”.
„Potrzebujesz mojego pozwolenia”.
César położył teczkę z dokumentami na stole.
„Mogę się sprzeciwić. Mogę ubiegać się o prawo do odwiedzin, wspólną opiekę i sprawić, by to się ciągnęło latami”.
„Porzuciłaś Mateo”.
„Ale prawnie nadal jestem jego ojcem”.
Po czym pochylił się w stronę Eleny.
„Daj mi 300 000 pesos, a podpiszę, co tylko zechcesz”.
Elenę zrobiło się niedobrze.
César nie wrócił po syna. Wrócił, bo znajomy powiedział mu, że Gabriel i Elena planują ślub. Pomyślał, że może przekuć swój podpis w pieniądze.
Elena odrzuciła ofertę.
„Więc przygotuj się”, ostrzegł. „Jutro złożę wniosek o opiekę”.
Żadne z nich nie wiedziało, że Mateo przyszedł do kawiarni kilka minut wcześniej i podsłuchał rozmowę z korytarza.
Chłopak myślał, że César może go zabrać.
Myślał też, że Gabriel nie będzie miał prawa go powstrzymywać.
Wyszedł tylnymi drzwiami, niezauważony przez nikogo.
Kiedy Elena skończyła się kłócić, znalazła plecak Mateo pod stołem.
Na zewnątrz rozpętała się burza.
Gabriel przybył 15 minut później i od razu zrozumiał, co się stało. Zorganizował poszukiwania z kolegami, policją i sąsiadami.
„Dokąd miałby pójść?” – zapytał.
Elena patrzyła, jak deszcz dudni w okna.
„Do budynku, w którym mieszkaliśmy, kiedy miał załamanie nerwowe. Czasami mówi, że tam się wszystko zaczęło”.
Gabriel wsiadł do karetki.
Stary budynek w dzielnicy Doctores był opuszczony od miesięcy z powodu uszkodzeń konstrukcyjnych. Kiedy Gabriel dotarł na miejsce, wejście było otwarte.
Na trzecim piętrze usłyszał głuchy odgłos.
Zastał Mateo siedzącego pod ścianą, przemoczonego do szpiku kości, ściskającego starego plastikowego dinozaura, który został w pustym mieszkaniu.
„Nie pozwolę mu mnie zabrać” – powiedział chłopiec. „Nie chcę z nim iść”.
“Nikt”
On cię zabierze.
„Nie jesteś moim tatą. Tak powiedział”.
Gabriel uklęknął.
„Nie muszę być twoim biologicznym ojcem, żeby cię zatrzymać”.
W tym momencie Mateo zaczął drżeć.
Dinozaur wypadł mu z rąk.
Gabriel natychmiast rozpoznał oznaki. Strach, zimno i wyczerpanie wywołały kolejny kryzys.
Ciało chłopca zesztywniało.
„Mateo!”
Gdy Gabriel posadził go na podłodze, część sufitu nad nimi zaskrzypiała.
Gabriel osłonił głowę Mateo, gdy kawałki tynku spadały wokół nich.
Wezwał pomoc przez radio, ale burza zakłóciła sygnał.
Kryzys trwał.
Gabriel monitorował pogodę, oczyścił teren wokół chłopca i sprawdził jego oddech. Budynek znów się zatrząsł.
Elena dotarła na trzecie piętro w towarzystwie dwóch ratowników medycznych.
Widząc syna na podłodze, na chwilę przeniosła się myślami do nocy sprzed sześciu lat. Jej ręce zaczęły drżeć, a korytarz zdawał się zamykać wokół niej.
Gabriel podniósł wzrok.
„Potrzebuję twojej pomocy, mamo. Mateo musi usłyszeć twój głos”.
Te same słowa.
Elena uklękła.
„Jestem tutaj, synu. Nie jesteś sam”.
Gabriel policzył.
„Wdech na cztery”.
Elena wzięła wdech.
„Wytrzymaj na cztery”.
Sufit ponownie zaskrzypiał.
„Wydech na cztery”.