Założyłam, że wyszedł albo oddaje wypożyczone krzesła i stoły.
Wniosłam torbę do środka, włożyłam jedzenie mamy do lodówki i sprawdziłam salon.
Niczego nie naruszono.
Przez chwilę spokojną wierzyłam, że Mark dotrzymał obietnicy.
Potem przypomniałam sobie o kluczu do furtki.
Poszłam w stronę tylnych drzwi, spodziewając się znaleźć go na stole ogrodowym.
W chwili, gdy weszłam na podwórko, zamarłam.
Na samym środku trawnika znajdowała się ogromna dziura.
To nie był mały dół na ognisko. Wyglądał jak
Ktoś przekopał połowę mojego podwórka.
Wszędzie leżała świeża ziemia. Moje rabaty kwiatowe zostały zniszczone. Róże zostały zmiażdżone pod ciężkimi bryłami ziemi. Krzewy lawendy zostały całkowicie wyrwane.
Cokolwiek się tam wydarzyło, najwyraźniej zajęło godziny.
Nie mogłam się ruszyć.
Mój umysł odmawiał pojmowania tego, co widziałam.
Potem szok ustąpił miejsca gniewowi.
„Mark!”
Wpadłam do sąsiedniego domu, gotowa zażądać wyjaśnień.
Zapukałam do jego drzwi wejściowych.
Nikt nie odpowiedział.
Zapukałam ponownie, tym razem mocniej.
„Mark, otwórz!”
Cisza.
Jego samochód zniknął. Rolety były odsłonięte, ale dom wyglądał na pusty.
Przez przednie okna nie było widać żadnych lamp, obrazów ani mebli.
Nieco później inna sąsiadka zobaczyła mnie chodzącą tam i z powrotem na zewnątrz i podeszła.
Miała na imię Janice.
Mieszkała po drugiej stronie ulicy i zdawała się zauważać wszystko, co działo się w naszym bloku.
„Szukasz Marka?” zapytała.
„Tak!” odpowiedziałem. „Urządził przyjęcie urodzinowe w moim ogródku w ten weekend. Wiesz, gdzie on jest?”
Wyglądała na zdezorientowaną.
„Imprezę? Nie było żadnej imprezy”.
Po prostu się na nią gapiłem.
„Widzieliśmy, jak pakował wszystkie meble do ciężarówki w sobotę rano” – powiedziała. „Szczerze mówiąc, wyglądało na to, że się wyprowadza”.
Poczułem ucisk w żołądku.
„Ale… miał gościć gości”.
Powoli pokręciła głową.
„Nie. Cały weekend kopał w twoim ogródku. Tylko to robił”.
Wszedłem z powrotem do domu, kompletnie nie mogąc zrozumieć tego, co przed chwilą usłyszałem.
Ledwo usiadłem, gdy ktoś zadzwonił do moich drzwi.
Otworzyłem je i zobaczyłem dwóch policjantów stojących na ganku.
„No cóż, proszę pani” – powiedział jeden z nich – „chyba wie pani, dlaczego tu jesteśmy”.
Popatrzył na mnie poważnie.
„Czy ma pani coś przeciwko, żebyśmy weszli do środka?”
Odsunąłem się i wpuściłem funkcjonariuszy.
Wyższy przedstawił się jako oficer Gerald.
Jego partnerem był oficer Beckett. Obaj zachowali neutralny wyraz twarzy, ale widziałem, że uważnie mi się przyglądają.
„Czy mogę zapytać, o co chodzi?” – zapytałem.
Oficer Gerald zerknął na tył domu.
„Otrzymaliśmy zgłoszenie o podejrzanym kopaniu na tej posesji”.
Wypuściłem oddech, który brzmiał prawie jak śmiech.
„Podejrzane kopanie? Mój sąsiad zniszczył połowę mojego podwórka”.
„Pani sąsiad to Mark?” – zapytał oficer Beckett.
„Tak. Mark mieszkał obok”.
Oficer Gerald wymienił spojrzenia ze swoim partnerem.
„Jak dobrze go pan zna?”