„Nie wiem. Nie do końca. Jesteśmy sąsiadami od prawie dwóch lat. Poprosił o możliwość użyczenia mojego podwórka na urodziny brata. Dałam mu klucz do furtki i poszłam do domu mojej mamy”.
Oficer Beckett otworzył mały notes.
„Kiedy pytał?”
„W piątek po południu”.
„A kiedy pan wyszedł?”
„Jakąś godzinę później”.
„Czy powiedział, o której godzinie impreza się zacznie?”
„Powiedział, że w sobotę po południu”.
Oficer Gerald skrzyżował ramiona.
„Nie było żadnej imprezy, proszę pani”.
„Teraz to wiem”.
Mój głos się załamał. Nienawidziłam, jak słabo brzmiał.
„Skłamał mnie. Wykopał wielką dziurę w moim trawniku i zniknął. Nie rozumiem, dlaczego zachowuje się pan, jakbym miała z tym coś wspólnego”.
„Nie oskarżamy pana o nic” – odpowiedział oficer Gerald. „Musimy ustalić, co się stało”.
Zaprowadziłem ich na podwórko.
Na początku żaden z mężczyzn się nie odezwał.
Dół wyglądał jeszcze gorzej w świetle lampy na ganku. Był niemal prostokątny, z ostrymi bokami i głębokim środkiem. Luźna ziemia wokół niego zaczęła się osuwać.
Oficer Beckett szedł wzdłuż krawędzi.
„To nie zostało zrobione samą łopatą” – powiedział.
„Co to znaczy?”
„Prawdopodobnie używał maszyn”.
Przypomniałem sobie spokojny weekend u mamy. Podczas gdy ona kłóciła się ze mną o randki, Mark demolował mój ogród ciężkim sprzętem.
Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze.
Oficer Gerald kucnął przy jednym ze stosów ziemi. Podniósł coś małego dłonią w rękawiczce.
To był podarty pasek niebieskiej folii.
„Czy miał pan plandekę?” – zapytał.
„Nie”.
„Czy Mark miał?”
„Nie mam pojęcia”.
Włożył folię do worka na dowody.
Wpatrywałem się w dziurę.
„Czego szukał?”
Żaden z funkcjonariuszy nie odpowiedział.
Funkcjonariusz Beckett podszedł do tylnego ogrodzenia.
Poświecił latarką na zniszczony kwietnik, a następnie zatrzymał się w pobliżu rogu, gdzie kiedyś rosły moje róże.
„Są tu ślady opon” – powiedział.
Funkcjonariusz Gerald dołączył do niego.
„Może mała koparka”.
Objęłam się ramionami.
„Czy może mi pan powiedzieć, dlaczego pan tu jest? Ktoś zgłosił, że kopał. Dobrze. Ale dlaczego powiedział pan, że wiem, po co pan przyszedł?”
Funkcjonariusz Gerald po raz pierwszy wyglądał na zawstydzonego.
„To było kiepskie sformułowanie”.
„Bardzo kiepskie sformułowanie”.
„Ma pan rację”.
Zatrzymał się, zanim kontynuował.
„Osoba, która dzwoniła, powiedziała, że dziś rano z pańskiego podwórka usunięto duży metalowy pojemnik”.
Poczułam, jak ziemia pode mną się zapada.
„Metalowy pojemnik?”
„Tak”.
„Nie wiedziałem, że coś tam jest zakopane”.
„Wierzymy ci”.
„A ty?”
Oficer Beckett zamknął notatnik.
„Na tym etapie uważamy, że Mark wykorzystał cię, aby uzyskać dostęp do tego, co było pod ziemią.
„
Słowa powoli do mnie docierały.
Wykorzystał cię.
To zrozumiałam.
Mark nie wybrał mojego ogrodu ze względu na jego wielkość. Nie zależało mu na przyjęciu urodzinowym. Wiedział, że mnie nie będzie.
Planował wszystko pod kątem mojej życzliwości.
„Chcę wiedzieć, co było w pojemniku” – powiedziałam.
Wyraz twarzy funkcjonariusza Geralda się naprężył.
„My też”.
Funkcjonariusze zostali prawie dwie godziny. Zrobili zdjęcia, zmierzyli dół i zadawali mi te same pytania na różne sposoby.
Czy Mark kiedykolwiek wcześniej wchodził na moje podwórko?
Czy zauważyłam, że obserwuje posesję?
Czy widziałam kogoś jeszcze w pobliżu mojego domu?
Czy poprzedni właściciel wspominał kiedyś o czymś tam zakopanym?
Moje odpowiedzi były bezużyteczne.
Kupiłam dom cztery lata wcześniej od starszego mężczyzny o imieniu Walter. Wkrótce po sprzedaży przeprowadził się do domu opieki. Nigdy nie rozmawialiśmy o niczym, co znajdowało się pod trawnikiem.
Przed wyjściem funkcjonariusz Gerald ostrzegł mnie, żebym nie dotykała ziemi ani nie wchodziła do… dziura.
„Ktoś z naszego wydziału wróci rano” – powiedział.
„A co z Markiem?”
„Próbujemy go zlokalizować”.