„Biuro na 32. piętrze, samochód służbowy, sześciocyfrowa pensja. Prawdziwa przyszłość. Nie uwierzyłbyś.”
Hélène poprawiła krawat.
„Niektórzy rodzą się, by przewodzić. Inni, by służyć.”
Camille odstawiła filiżankę.
„A niektórzy płacą, żeby ukryć różnicę.”
Twarz Hélène stwardniała.
„Co sugerujesz?” – warknął Romain.
„Miłego dnia.”
O 8:47 odznaka Romaina uniemożliwiła mu wjazd na parking przy siedzibie Varenne Group w La Défense. W holu został odesłany do biura Marca Delcourta. Wyobrażał sobie nieporozumienie, które szybko się wyjaśni.
W biurze prezesa czekała na niego pojedyncza szara teczka.
„Proszę usiąść, panie Delmas.”
Romain otworzył dokument.
„Odwołanie z funkcji?” Ale nawet nie zacząłem.
„To upraszcza procedurę”.
„Z jakiego powodu?”
„Sfałszowanie dokumentów, konflikt interesów i poważne wątpliwości co do twojej uczciwości”.
Roman wstał.
„Moja rodzina zna ważne osoby”.
„Właśnie to badamy”.
Weszło dwóch ochroniarzy.
„Może nastąpić dochodzenie sądowe” – dodał Marc. „Radzę ci powiedzieć o tym matce”.
O 10:06 Romain wrócił do Le Vésinet, blady, bez służbowego telefonu i identyfikatora.
„Zwolnili mnie” – wyszeptał.
Hélène zwróciła się do Camille.
„Ciebie”.
„Mówiłam ci wczoraj” – odpowiedziała Camille. „Zwolniłam cię”.
Hélène wybuchnęła piskliwym śmiechem.
„Jesteś chory”.
„Nie”. Mam dość tego, że mylisz moją cierpliwość ze słabością.
Tego samego wieczoru Hélène odtworzyła sobie wygodną rzeczywistość. W jej umyśle Romain był ofiarą błędu administracyjnego, który Marc Delcourt naprawi, spotykając się z „poważną rodziną”. Postanowiła, że następnego dnia wszyscy pojadą do centrali.
Camille pakowała walizkę, gdy weszła Hélène.
„Przyjdziesz i przeprosisz”.
„Przyjdę. Ale nie przeproszę”.
Antoine podszedł.
„Zrób to chociaż, żeby załagodzić sytuację”.
„Zawsze prosisz mnie, żebym akceptował to, co nie do przyjęcia, żeby inni mogli czuć się komfortowo”.
Spuścił wzrok.
Hélène skrzyżowała ramiona.
„Zawdzięczasz wszystko tej rodzinie. Daliśmy ci imię, dom, miejsce”.
Camille zamknęła walizkę.
„Jutro odwdzięczę się”.
Następnego dnia włożyła kremowy kostium i wsunęła pod bluzkę sygnet ojca.
W windzie w garażu Antoine obserwował ją.
„Wydajesz się inna. Czy jest coś, o czym mi nigdy nie mówiłaś?”
„Tak”.
Hélène zawołała ich, zanim zdążył kontynuować.
Kiedy za szklanymi fasadami La Défense wyłoniła się Wieża Varenne, nawet ona zamilkła.
W holu Hélène podeszła do recepcji.
„Chcielibyśmy się spotkać z panem Delcourtem w sprawie poważnego błędu dotyczącego mojego syna”.
Recepcjonistka spojrzała na Camille i natychmiast wstała. Kilku pracowników wokół niej przerwało rozmowy. Ochroniarze wyprostowali się.
Hélène odebrała to poruszenie jako wyraz szacunku.
„Widzisz?” szepnęła do Romaina. „Wiedzą, z kim mają do czynienia”.
Prywatna winda się otworzyła. Marc przeszedł przez hol. Hélène wyciągnęła rękę.
„Panie Delcourt, jestem Hélène Delmas. To mój syn, Romain”.
Marc minął ją, potem Romaina, a potem Antoine’a. Zatrzymał się przed Camille i skłonił głowę.
„Pani Prezydent, witamy w domu”.
Zapadła cisza.
Hélène pozostała z wyciągniętą ręką.
Antoine mruknął:
„Camille?”
Marc odwrócił się w ich stronę.
„Camille Varenne, większościowa akcjonariuszka i przewodnicząca rady dyrektorów Grupy Varenne”.
„Varenne?” powtórzył Antoine.
„Nazwisko mojego ojca”.
W historycznym gabinecie Étienne’a Varenne’a na 38. piętrze Camille siedziała za dużym, ciemnym, drewnianym biurkiem, od którego uciekała latami. Paryż rozciągał się pod niebem. Sam fakt, że usiadła w tym fotelu, odmienił atmosferę.
Hélène opadła na sofę. Romain pocił się.
„Chciałaś wiedzieć, kto odwołał jego nominację” – zaczęła Camille. „Teraz masz odpowiedź”.
Ton Hélène natychmiast się zmienił.
„Mój drogi Camille… dlaczego nic nam nie powiedziałaś?”
„Czy to zmieniłoby sposób, w jaki mnie traktowałaś?”
Hélène nie odpowiedziała.
Romain spróbował się uśmiechnąć.
„Jesteśmy rodziną”.
„Straciłeś prawo do powoływania się na nią, upokarzając mnie, by zabawiać swoich gości”.
Marc położył na biurku trzy teczki. Pierwsza dowodziła, że Romain zawyżał swoje wyniki i sfabrykował zakres obowiązków. Druga śledziła przelewy ze stowarzyszenia kontrolowanego przez Hélène do dyrektora ds. kadr. Trzecia dowodziła, że jeden z dyrektorów otrzymał pieniądze od firmy utworzonej przez Romaina, by zweryfikować jego wniosek.
„Każdy korzysta ze swojej sieci kontaktów” – zaprotestował.