Adrian poderwał się od stołu.
— To poufne informacje o mojej firmie.
Mecenas Czerwiński odpowiedział spokojnie:
— Sam przedstawił pan udziały jako istotną część majątku mającego zostać opisanym w umowie. Obciążenia są równie istotne jak wycena.
Elżbieta chwyciła dokument.
— Każda firma korzysta z kredytów.
— Oczywiście — powiedziała moja matka. — Problemem nie jest kredyt. Problemem jest przedstawianie obciążonych aktywów jako wolnego majątku wartego osiem milionów.
— Nie jesteśmy na przesłuchaniu!
— To pani rozpoczęła publiczną rozmowę o pieniądzach.
Goście patrzyli na nas bez słowa.
Wujek Adriana odsunął kieliszek.
Jedna z jego ciotek udawała, że poprawia serwetę.
Człowiek siedzący obok dyrektora finansowego spółki zaczął przeglądać dokumenty uważniej.
— Jaka jest rzeczywista wartość udziałów po odjęciu zobowiązań? — zapytał.
Adrian spojrzał na niego ze złością.
— To nie jest temat na dzisiejszy wieczór.
— A majątek narzeczonej był?
Nikt się nie roześmiał.
Elżbieta usiadła.
— Najważniejsze, że młodzi się kochają. Pieniądze nie powinny ich dzielić.
Spojrzałam na nią.
— Kilka minut temu mówiła pani coś odwrotnego.
— Mówiłam o ostrożności.
— Ja również jestem ostrożna.
Adrian chwycił mnie za łokieć.
— Chodźmy porozmawiać na osobności.
— Nie.
— Zosiu.
— Chciałeś, żeby wszystko zostało powiedziane przy rodzinie.
— To był pomysł mamy.
— A ty siedziałeś obok i pozwoliłeś jej nazwać mnie osobą podejrzaną o polowanie na cudzy majątek.
— Nie użyła takich słów.
Moja matka uniosła brwi.
— Powiedziała, że zabezpieczacie się przed ludźmi liczącymi na cudze pieniądze, po czym wskazała moją córkę jako przykład osoby, która zdała test.
Adrian wypuścił mój łokieć.
— Dobrze. Przepraszam za formę.
— Za formę?
— Za to, że mama poruszyła temat publicznie.
— A za samą treść?
— Intercyza nadal jest rozsądna.
— Zgadzam się.
Położyłam przed nim projekt przygotowany przez mojego prawnika.
— Pełna rozdzielność. Każde z nas zachowuje majątek, dochody, dywidendy, wzrost wartości, czynsze i zobowiązania. Koszty gospodarstwa proporcjonalnie do dochodów. Żadnego zarządzania przez rodziców. Żadnego jednostronnego obowiązku rezygnacji z pracy.
Przeczytał pierwszą stronę.
— Dochód z najmu również ma być wyłącznie twój?
— Tak jak dywidendy miały być wyłącznie twoje.
— Ale mieszkania i biurowce generują stabilny dochód. Firma potrzebuje inwestycji.
— To nie zmienia zasady.
— Po ślubie powinniśmy budować wspólną przyszłość.
— Wczoraj mówiłeś, że twoja firma nie będzie miała nic wspólnego z naszym małżeństwem.
— Nie wiedziałem o twojej sytuacji.
— Czyli zasady zależą od tego, kto ma więcej?
Zacisnął usta.
Elżbieta pochyliła się nad dokumentem.
— Nie można tak podchodzić do małżeństwa. Jeżeli Zosia zarabia na najmie kilka milionów rocznie, naturalne jest, że powinna bardziej wspierać dom.
— Według projektu koszty są proporcjonalne — powiedział mecenas.
— Nie chodzi tylko o rachunki. Adrian rozwija przedsiębiorstwo. To przyszłość całej rodziny.
Moja matka odpowiedziała:
— Przed chwilą jego firma była prywatnym majątkiem, do którego córka nie powinna się wtrącać.
— Może nie wtrącać się w zarządzanie i jednocześnie pomóc finansowo.
— Czyli ma odpowiadać pieniędzmi, ale nie mieć wpływu?
Elżbieta odwróciła się do mnie.
— Zosiu, nie słuchaj prawników. Jeżeli wejdziecie w małżeństwo z kalkulatorem, nic z tego nie będzie.
— Pani przyszła do kancelarii z teczką wyliczeń i proponowała przejąć zarządzanie moją pensją.
Jej twarz zbladła.
— Chciałam pomagać.
— Bez mojej prośby.
Adrian zaczął zbierać dokumenty.
— Kończymy ten temat.
— Nie. Właśnie go zaczęliśmy uczciwie.
— Nie będę omawiał finansów firmy przed całą rodziną.
— Nie musisz. Wystarczy, że odpowiesz mi.
Podałam mu wyciąg.
— Dlaczego brakowało tych dwóch stron?
— Księgowa popełniła błąd.
— Dlaczego nie powiedziałeś, że udziały są zastawione?
— Zastaw nie oznacza utraty udziałów.
— Ale wpływa na ich wartość i ryzyko.
— Nie znasz się na prowadzeniu firmy.
— Wczoraj zapewniałeś, że mam nie interesować się firmą. Dzisiaj chcesz, żebym zabezpieczyła ją swoim majątkiem.
Elżbieta drgnęła.
— Nikt jeszcze o tym nie mówił.
Moja matka otworzyła kolejną teczkę.
— Pani mówiła.
Wyjęła wydruk wiadomości, którą Elżbieta wysłała jej rano.
Po otrzymaniu informacji od kancelarii zadzwoniła do mojej matki pod pretekstem rozmowy o organizacji ślubu.
Napisała później:
„Skoro Zosia posiada nieruchomości, może jeden budynek zostałby w przyszłości wykorzystany jako zabezpieczenie rozwoju firmy młodych. W końcu wszystko pozostanie w rodzinie”.
Elżbieta wyrwała kartkę.