— To była tylko propozycja!
— Przed godziną nie wiedziała pani o tych budynkach — powiedziałam.
— Chciałam znaleźć rozwiązanie korzystne dla was obojga.
— Kredyt otrzymuje spółka Adriana. Ryzyko ponosi mój budynek. Kontrola pozostaje przy nim. Na czym polega moja korzyść?
— Będziesz żoną właściciela dobrze prosperującej firmy.
— Firma ma problemy z płynnością.
— Przejściowe.
— Właśnie dlatego potrzebujecie zabezpieczenia.
Adrian wstał.
— Zosiu, przestań rozmawiać ze mną jak z klientem.
— To ty rozpocząłeś nasze negocjacje od wyceny własnego majątku.
— Chciałem się zabezpieczyć.
— Ja też.
— Przed czym?
— Przed człowiekiem, który uważa, że moje pieniądze powinny stać się rodzinne natychmiast po odkryciu, że jest ich więcej niż jego.
W sali ponownie zrobiło się cicho.
Adrian odsunął krzesło.
— Jeżeli nie jesteś gotowa wspierać męża, nie rozumiem, po co chcesz wychodzić za mąż.
Zdjęłam pierścionek zaręczynowy.
Położyłam go na raporcie opisującym jego zadłużone udziały.
— Już nie chcę.
Patrzył na pierścionek.
— Co robisz?
— Kończę zaręczyny.
— Nie możesz podejmować takiej decyzji podczas kłótni.
— Nie podjęłam jej podczas kłótni.
— To kiedy?
— Kiedy zobaczyłam, że milczysz, gdy twoja matka upokarza mnie przed rodziną, ale odzyskujesz głos natychmiast, gdy słyszysz wartość moich nieruchomości.
Elżbieta poderwała się.
— Nie będziesz kompromitować mojego syna!
— Państwo przez pół godziny omawialiście publicznie, jak skutecznie zabezpieczyliście go przede mną.
— To było przed ujawnieniem prawdy!
— Prawdy o czym? Że mam własne pieniądze?
— Że sytuacja jest inna!
— Nie. Zasady są dokładnie takie same. Zmieniła się tylko osoba, której miały służyć.
Adrian chwycił pierścionek.
— Zosia, przemyśl to.
— Przemyślałam.
— Kochamy się.
— Miłość nie wytrzymała nawet jednego raportu z wyceny.
— Mówisz tak, bo twoja matka cię podburza.
Dorota spojrzała na niego spokojnie.
— Moja córka zgodziła się na pełną rozdzielność, zanim powiedziała mi o sprawie. Nie podburzam jej. Jestem tylko pierwszą osobą przy tym stole, która nie uważa, że powinna zapłacić za prawo zostania pańską żoną.
Wyszłam z restauracji razem z rodzicami.
Nie płakałam w samochodzie.
Poczułam jedynie ulgę.
Adrian dzwonił przez całą noc.
Najpierw przepraszał.
Później oskarżał.
Następnie znów przepraszał.
„Mama przesadziła”.
„Nie wiedziałem, że masz takie aktywa”.
„Powinnaś była powiedzieć wcześniej”.
„Przez ciebie wyszliśmy na idiotów”.
„Nie można przekreślać związku przez pieniądze”.
Odpowiedziałam tylko raz:
„Nie kończę związku przez pieniądze. Kończę go przez sposób, w jaki traktujesz ludzi zależnie od tego, ile mają”.
Następnego dnia Elżbieta przyjechała do mojego biura.
Recepcjonistka zadzwoniła z informacją, że „przyszła teściowa” chce ze mną porozmawiać.
Nie wpuściłam jej do części pracowniczej.
Spotkałyśmy się w małej sali przy recepcji.
— Wczoraj wszyscy byli zdenerwowani — zaczęła.
— Pani wyglądała na bardzo spokojną, kiedy mówiła o swoich ośmiu milionach.
— Niepotrzebnie rozmawialiśmy o tym publicznie.
— Zgadzam się.
— Możemy wydać krótkie oświadczenie rodzinie, że doszło do nieporozumienia.
— Nie planuję wracać do Adriana.
Zacisnęła dłonie na torebce.
— Mój syn bardzo panią kocha.
— Wczoraj powiedział, że nie rozumie, po co ma mnie poślubiać, skoro nie chcę finansować jego firmy.
— Mężczyzna pod presją czasem mówi za dużo.
— Przed odkryciem mojego majątku mówił, że trzy tysiące miesięcznie wystarczy mi na dom.