Ale tym, co dosłownie zatrzymało mu bicie serca, co zaparło mu dech w piersiach, było to, co leżało przy drzwiach wejściowych: pusty wózek inwalidzki, zżarty przez rdzę.
Powietrze stało się tak ciężkie, że aż się dusiło. Alexandre wysiadł z pojazdu, drżąc. Mężczyzna, który codziennie zgarniał miliony euro, nie był już w stanie ustać na własnych nogach. „Hélène…” – mruknął, czując suchość w gardle. Nikt nie odpowiedział. Zrobił krok. Potem kolejny. I nagle stare, drewniane drzwi powoli się otworzyły, skrzypnąc.
To nie była Hélène stojąca w drzwiach. To był mały chłopiec. Dziecko w wieku około ośmiu lat, z rozczochranymi brązowymi włosami, w wyblakłym T-shircie i dziurawych trampkach. Świat Alexandre’a rozpadł się na kawałki, gdy chłopiec na niego spojrzał. Miał dokładnie takie same oczy jak on. To samo zimne, przenikliwe, szare spojrzenie.
„Kim jesteś?” – zapytał podejrzliwie chłopiec. Alexandre nie mógł wydobyć z siebie głosu. Podróżował, by odnaleźć kobietę, którą zniszczył dziewięć lat wcześniej, ale teraz stał twarzą w twarz z synem, o którego istnieniu nie miał pojęcia. Nie sposób wyobrazić sobie, co się wydarzy…
CZĘŚĆ 2
Miliarder nie mógł oderwać wzroku od dziecka. Te oczy były dokładnie tym lustrem, w którym Aleksander przeglądał się każdego ranka podczas golenia, ale na twarzy tego chłopca nie było jeszcze okrucieństwa bezgranicznej ambicji.
„Czy jesteś przyjacielem mamy?” – upierał się chłopiec, wbijając wzrok w framugę drzwi, jakby przyzwyczaił się do nieufności wobec obcych pukających do drzwi.
Słowo „przyjaciel” utknęło Alexie w gardle.
Roztrzaskał się jak odłamek szkła. Nie był jej przyjacielem. Był niszczycielskim huraganem, który spustoszył życie Hélène, przyczyną jej całkowitego upadku.
„Czy ona jest w środku?” – zdołał wykrztusić Alexandre, a jego głos drżał i łamał się. Dziecko zawahało się przez chwilę, zanim odpowiedziało: „Odpoczywa. Jest bardzo zmęczona”.