Sześć miesięcy później siedzieliśmy z Emily na pomoście przy domku nad jeziorem, który próbował ukraść. Znów miała na sobie niebieski kardigan, wyprany do czysta, znów swój.
Woda lśniła złotem w wieczornym słońcu.
„Myślisz o nim czasem?” zapytała.
Obserwowałem czaplę wznoszącą się z trzcin.
„Tylko wtedy, gdy więzienie wysyła aktualizacje”.
Emily uśmiechnęła się po raz pierwszy bez bólu.
Wziąłem ją za rękę.
Zemsta, jak się dowiedziałem, nie zawsze oznacza ogień.
Czasami to otwarte drzwi, oczyszczone imiona, utrzymane domy, córki, które oddychają – i okrutni mężczyźni, którzy żyją wystarczająco długo, by zrozumieć, że stracili wszystko.