Odwróciłam się z powrotem do notatnika. Moje ręce nie były całkiem pewne.
Drugi wpis pochodził z trzech tygodni po jej powrocie z obozu.
„Droga Majo, wszyscy ciągle pytają, czy pamiętam coś z jeziora. Nikt nie pyta, jak się czuję”.
Wpisy w notatniku były coraz gorsze.
„Nikt nie pyta, jak się czuję”.
***
Trzeci wpis pochodził z października.
„Droga Mayo, dostałam dziś piątkę z fizyki. Pani Ellison dała mi dodatkowe punkty. Nikt nie pytał, czy ty też byś dostała. Coraz trudniej mi było oddychać”.
Przewróciłam na stronę mniej więcej w środku. Pismo stało się mniejsze, bardziej ściśnięte, jakby Sophie próbowała zmieścić zbyt wiele uczuć w zbyt małej przestrzeni.
„Coraz trudniej mi było oddychać”.
„Droga Mayo, myślę, że mama też znika. Znowu wyprała twoją bluzę z kapturem. Znowu zadzwoniła do dyrektora obozu. Znowu przejechała obok miejsca poszukiwań. Nie wiem, co robić. Nie wiem, jak jej powiedzieć, że potrzebuję jej powrotu”.
Zamknęłam notes.
Zamiast tego wzięłam plik kopert.
Otworzyłam górną. Papier w środku był zapisany z obu stron pismem Sophie, mocno wciśniętym w stronę; pióro pisze głęboko i pewnie.
„Myślę, że mama też znika”.
„Szanowni Funkcjonariusze, Nazywam się Sophie. Mam 12 lat. Moja siostra bliźniaczka, Maya, zaginęła 14 miesięcy temu na obozie letnim w Pinewood. Piszę, bo muszę wiedzieć, że nie przestaliście szukać. Proszę, odpiszcie. Proszę, powiedzcie, że nie przestaliście.”
List nigdy nie został wysłany.
Żadne z nich nie.
Usłyszałam syrenę, zanim zobaczyłam światła. Policjanci wjechali na podjazd, kiedy wciąż siedziałam na podłodze Sophie, a listy leżały wokół mnie na dywanie.
List nigdy nie został wysłany.
Podeszłam do drzwi wejściowych.
Funkcjonariusz Davies miał około czterdziestu pięciu lat i był spokojny, jak to zwykle uczą się ludzie, którzy widzą kryzysy. Spojrzał na mnie, do domu.
„Dzwoniła pani w sprawie zaginięcia, proszę pani?”
„Dzwoniłam” – powiedziałam. „Przepraszam. Chyba spanikowałem. Znalazłem coś pod łóżkiem córki i nie rozumiałem, co to jest, i zadzwoniłem, zanim skończyłem czytać”.
Przyglądał mi się uważnie. „Czy twoja córka jest bezpieczna?”
Zerknął na dom.
„Jest na górze. Nic jej nie jest”. Zawahałem się. „Właściwie nic jej nie jest. Nie czuje się dobrze od roku i kompletnie to przegapiłem”.
Skinął powoli głową. „Potrzebujesz pomocy medycznej?”
„Potrzebuję numeru telefonu do psychologa żałoby” – odpowiedziałem. „Dla nas obojga. Masz jakiś?”
Podał mi wizytówkę.
Podziękowałem mu i zamknąłem drzwi.
„Całkowicie przegapiłem”.
***
Sophie siedziała na dole schodów, kiedy się odwróciłem.
Patrzyliśmy na siebie przez korytarz przez dłuższą chwilę.
„Dlaczego ich nie wysłałeś?” – zapytałem.