CZĘŚĆ 2
Siedziałam na podłodze, aż wieczorne światło zszarzało.
Czerwona koszula leżała przede mną otwarta jak rana.
Fałszywy rozwód.
Fałszywy adres.
Fałszywe zaświadczenie lekarskie.
Fałszywy podpis.
Prawdziwe małżeństwo.
A na dole dokumentu imię Elise.
Moja córka.
Przez kilka minut w mojej głowie pojawiła się odrażająca myśl: ona wiedziała.
Odepchnęłam ją, a potem wróciła.
Elise zmieniła się przez ostatnie dwa lata. Dzwoniła do mnie rzadziej. Odpisywała krótkimi wiadomościami. Kiedy pytałam ją, czy wszystko w porządku, odpowiadała tylko:
„Jestem zmęczona, mamo”.
Arnaud westchnął.
„Daj jej oddychać. Dusisz ją”.
Uwierzyłam mu.
Znów.
Podniosłam telefon i zadzwoniłam do córki.
Odebrała po czwartym dzwonku.
„Mamo?”
Jej głos był ostrożny.
„Elise, gdzie jesteś?”
„W Paryżu. Dlaczego?”
„Byłaś na ślubie ojca z Manon?”
Cisza.
Nie cisza zaskoczenia.
Cisza paniki.
„Mamo, mogę wyjaśnić”.
Ziemia zdawała się znikać po raz drugi.
„To wyjaśnij”.
Zaczęła płakać.
„Tata powiedział mi, że jesteś w separacji od miesięcy. Powiedział, że złożyłaś pozew o rozwód, że chcesz sprzedać swoje udziały i przeprowadzić się nad morze. Powiedział, że nie chcesz, żeby Martin dowiedział się od razu, bo uczy się do egzaminów”.
„I uwierzyłaś mu?”
„Pokazał mi jakieś papiery! Pokazał twój podpis!” Powiedział, że potrzebujesz samotności, że jesteś zła na wszystkich. Poprosił mnie, żebym przyszła jako świadek, żeby Manon nie została upokorzona przed pustym pokojem.
„Nie dzwoniłaś do mnie?”
Zaparło jej dech w piersiach.
„Próbowałam. Twój numer już nie działał”.
Zamarłam.
Przez kilka miesięcy Elise i ja prawie do siebie nie pisałam. Myślałam, że jest zdystansowana. Ona myślała, że ją odpycham.
Arnaud zmienił mój numer w swoim telefonie na „Mamo”. Kiedy Elise zadzwoniła, włączyła się na linii, którą kontrolował.
„Mamo” – powiedziała szlochając – „przepraszam. Myślałam, że postanowiłaś odejść”.
Zamknęłam oczy.
Złość, która we mnie wezbrała na moją córkę, natychmiast zwróciła się przeciwko jej prawdziwej właścicielce.
Arnaud nie tylko ukradł papiery.
Ukradł krawaty.
„Posłuchaj mnie uważnie, Elise. Ten rozwód to fikcja. Niczego nie podpisałam. Nigdy nie opuściłam twojego ojca. I nigdy nie przestałam cię kochać”.
Płakała tak mocno, że ledwo ją słyszałam.
„Już idę, mamo”.
„Nie. Jeszcze nie”.
„Dlaczego nie?”
Spojrzałam na czerwoną koszulę.
„Bo zanim skonfrontuję się z twoim ojcem, chcę wiedzieć wszystko, co zabrał”.
Następnego dnia, o dziewiątej, byłam w biurze Maître Salomé Brun, prawniczki specjalizującej się w oszukańczych rozwodach i wypaczonych spadkach. Miała krótkie siwe włosy, ciemne okulary i czytała dokumenty tak, jakby słuchała oddechu kłamcy.
Przewracała strony, nie przerywając mi.
Potem powiedziała:
„Twój mąż nie tylko sfingował rozwód. On zorganizował wywłaszczenie”.
„Co takiego?”