Gabriel czekał na nich w opuszczonym terminalu przy porcie. Wynajął statek towarowy z fałszywymi dokumentami i planował ucieczkę przed świtem. Nie zamierzał dotrzymać umowy: chciał konsorcjum i wyeliminować każdego, kto mógłby powiązać go z zatruciem.
Marianę przywiązano do metalowego krzesła. Renatę oddano pod opiekę rosłego mężczyzny.
„Ona jest dzieckiem” – zaprotestowała Mariana. „Ona nie ma z tym nic wspólnego”.
Gabriel przykucnął przed Renatą i otworzył różowy plecak.
—To ma z tym zbyt wiele wspólnego.
Znalazł dwa wstrzykiwacze z epinefryną, które kupił Octavio i schował je do kieszeni kurtki.
—W ten sposób nie będzie już mógł nikogo uratować.
Mariana zbladła.
—Oddajcie mu je! Może umrzeć, jeśli dotknie czegoś, co wywołuje reakcję.
—W takim razie najlepiej będzie, jeśli niczego nie będę dotykać.
Gabriel odszedł śmiejąc się.
Octavio podróżował z Brunonem i małym zespołem. Powiadomił prokuratora federalnego i poprosił Marynarkę Wojenną o dyskretne wsparcie, ale chciał się wprowadzić, zanim Gabriel poczuje się osaczony.
Niósł pluszowego królika Renaty na kolanach. Trzy lata temu nie zdążył uratować żony i córki. Tym razem wciąż miał szansę.
Po drodze myślał też o Marianie. Pozwolił jej zostać skutą kajdankami na oczach córki, mimo że instynkt podpowiadał mu, że dowody są zbyt wygodne. Nazwisko, pieniądze i ochroniarze nie uczynili go bardziej sprawiedliwym; jedynie sprawili, że niewinna kobieta nie będzie mogła się bronić. Jeśli przeżyją, przeprosiny nie wystarczą. Będzie musiał naprawić wszystko, co zniszczyła jego firma i rodzina.
Pamiętał, jak Renata liczyła do trzech, kiedy dawał jej zastrzyk. Zaryzykowała swój jedyny lek dla obcego człowieka; on oddałby wszystko, żeby się odwdzięczyć.
Dotarli na terminal o 4:20 rano. Obok pojazdu, którym porywacze jechali, znaleźli kawałek bransoletki Renaty i krew Mariany, pozostawioną przez opaski zaciskowe.
Octavio odebrał telefon.
„Masz dwadzieścia minut” – powiedział Gabriel. „Przyjdź tylko z podpisanymi dokumentami”.
—Chcę je usłyszeć.
Zapadła cisza. Potem odezwał się drżący głos Mariany.
—Żyjemy.
Czy Renata jest z tobą?
Dziewczyna podeszła do telefonu.
—Panie Octavio…
—Jestem tutaj, maleńka. Nie zostawię cię.
Gabriel się rozłączył.
Octavio przekazał Bruno sfałszowane dokumenty, które pozornie służyły do przenoszenia akcji i rachunków, lecz były nieważne.
„Wejdę środkowymi drzwiami” – wyjaśnił. „Kiedy Gabriel podejdzie, najpierw wyprowadź dziewczynę”.
Bruno zaprzeczył.
—Jesteś celem. Nie możemy cię użyć jako przynęty.
—Renata dała mi ostatnie lekarstwo, nie pytając, kim jestem. Nie będę się teraz chować za dwudziestoma mężczyznami.
Dron zlokalizował sześć osób w drugiej ładowni. Bruno zablokował statek towarowy i odciął zasilanie.
Octavio wszedł sam z teczką w jednej ręce.
Gabriel czekał na niego na środku statku, obok metalowego stołu. Mariana była z tyłu. Renata stała obok strażnika, zakrywając usta dłonią, żeby nie płakać.
„W końcu zrozumiałeś” – powiedział Gabriel. „Rodzina zawsze kończy się negocjacjami”.
Octavio zostawił teczkę na stole.
—Puść ich.
Gabriel sprawdził pierwszą stronę, uśmiechnął się i odłożył dokumenty.
—Najpierw opuszczam kraj.
— Nie masz łodzi. Marynarka zamknęła port dziesięć minut temu.
Uśmiech Gabriela zniknął.
Zgasło światło.
Ludzie Brunona weszli z obu stron. Dwóch strażników się poddało, a kolejny został aresztowany, gdy próbował uciec.
Mężczyzna trzymający Renatę podniósł ją za ramię i przystawił jej pistolet do głowy.
—Nikt nie powinien się zbliżać!
Światła awaryjne zmieniły się na czerwone.
Octavio pozostał nieruchomy.
„Spójrz na mnie” – powiedziała do mężczyzny. „Ona jest dla ciebie bezwartościowa. Ja jestem”.
Gabriel złapał Marianę za włosy i wskazał na jej plecy.
—Przestań mówić tak, jakbyś nadal miał władzę.
Wtedy zza pudeł wyłonił się Ernesto.
Zaprowadzili go tam ludzie Gabriela, żeby zmusić go do podpisania pełnego zeznania. Twarz miał posiniaczoną, ale udało mu się uwolnić jedną rękę.
—Don Octavio — rzekła słabym głosem — wybacz mi.
Gabriel ledwo odwrócił głowę.
Ernesto rzucił się na niego.
Strzał chybił sufitu. Mariana upadła na podłogę i potoczyła się za krzesło. W tym samym momencie Renata ugryzła w rękę mężczyznę, który ją trzymał, i uciekła.
Bruno wykorzystał moment nieuwagi i obezwładnił porywacza, zanim ten zdążył ponownie wycelować.
Gabriel próbował dotrzeć do bocznych drzwi, ale Octavio go powstrzymał. Obaj upadli na stół. Teczka pofrunęła w powietrze, a papiery rozsypały się po podłodze.
„To wszystko było moje!” – krzyknął Gabriel, walcząc. „Nie masz dzieci! Nie masz żony! Chciałeś pozwolić, by nazwisko rodzinne umarło wraz z tobą!”
Octavio złapał go za kołnierz kurtki.
—Rodzina to nie to, kto odziedziczy twoje pieniądze. To, kto cię nie opuści, gdy nie będzie mógł oddychać.
Bruno jest mężem Gabriela.
„Zrób to” – nalegał kuzyn. „Zabij mnie i udowodnij, że jesteśmy równi”.
Octavio wpatrywał się w nią przez kilka sekund. Lata temu uporał się ze zdradą w cztery oczy. Ale Renata patrzyła.
„Nie” – odpowiedział. „Będziesz żył. Usłyszysz w sądzie, jak czteroletnia dziewczynka pokrzyżowała ci plany. I każdego dnia odbywania kary będziesz pamiętał, że przegrałeś, bo zlekceważyłeś kogoś małego”.
Na zewnątrz słychać było syreny federalne.
Mariana przytuliła Renatę tak mocno, że obie uklękły.
„Myślałam, że już cię nigdy nie zobaczę” – szlochała.
—Mówiłem, że ich znajdę — powiedział Octavio.
Dziewczynka lekko odsunęła się od matki i spojrzała na niego.
—Czy przyniosłeś mojego królika?
Octavio wyjął zabawkę spod kurtki.
Po raz pierwszy od trzech lat się uśmiechnęła.
—Nigdy się od tego nie uwolniłem.
Zanim wsiadł do karetki, Ernesto wyznał Marianie, że włożył słoik do swojej szafki.
„Powie całą prawdę” – odpowiedziała. „Wtedy będzie żył ze świadomością tego, co nam zrobił”.
Starzec skinął głową, pokonany.
Właśnie gdy wydawało się, że wszystko się skończyło, Renata zakaszlała.
Był to suchy, niemal niesłyszalny dźwięk.
Mariana natychmiast się odwróciła.