2 miesiące później nadeszły moje 13 urodziny. Nie spodziewałam się niczego wielkiego. Moje urodziny prawie w ogóle nie były obchodzone, odkąd tata umarł. Ku mojemu zaskoczeniu, wujek Roberto i ciocia Patricia przyjechali do domu.
– Wszystkiego najlepszego, Elena – powiedział wujek, tuląc mnie mocno. Jego oczy zmrużyły się, gdy zobaczył Ricardo przechodzącego korytarzem i udającego, że nas nie widzi.
Mama naprędce przygotowała szybką kolację. Zapewne było jej wstyd, że brat taty mógłby ją oceniać. Atmosferę przy tym stole można było kroić nożem. W środku ciszy mama odchrząknęła.
– Roberto, Patricio, cieszę się, że tu jesteście – powiedziała. – Jest coś, o czym muszę wam powiedzieć.
Coś w jej głosie ścisnęło mi żołądek.
– Elena nie jest tutaj szczęśliwa – kontynuowała, nie patrząc na mnie. – I mówiąc szczerze, my też nie jesteśmy zadowoleni. Nie pasuje do naszej nowej dynamiki rodzinnej. Podjęłam decyzję o oddaniu jej do adopcji.
Te słowa uderzyły we mnie jak cios pięścią. Rozmowa, którą podsłuchałam tamtej nocy, nie była tylko czczym gadaniem. Mama podjęła decyzję.
– Pomyślałam, że może wy moglibyście ją wziąć – kontynuowała swobodnym tonem, jakby rozmawiała o pogodzie. – Skoro nie macie dzieci, może chcielibyście ją zatrzymać. A jeśli nie, zacznę szukać innych rodzin.
Pokój zawirował mi przed oczami. Brakowało mi tchu. W dniu moich urodzin, ona dosłownie oddawała mnie w prezencie w dniu moich urodzin.
Krzesło wujka Roberto odskoczyło z taką siłą, że runęło na podłogę.
– Zabieramy ją! – grzmiał, czerwony z wściekłości. – Sandra, jesteś najbardziej podłą matką, jaką w życiu widziałem.