Bożena wyrwała wyciąg z ręki prawniczki.
— To nieprawda.
— Numer rachunku należy do państwa syna i pani Mileny — odpowiedziała Roksana. — W tytule płatności wpisano „wyjazd mamy”.
Kamil zbladł.
— Mieliśmy o tym porozmawiać.
— Kiedy? — zapytałam. — Po moim porodzie czy po jej powrocie?
— Mama musiała zapłacić zaliczkę.
— Dlatego wykorzystałeś pieniądze odłożone na prywatną położną?
— Wiedziałem, że przyjedzie twoja matka.
Spojrzałam na niego.
— Wiedziałeś?
Zrozumiał, że powiedział za dużo.
— Mama wspominała wcześniej, że może wyjechać.
— A mnie przez dziewięć miesięcy powtarzaliście, że zostanie z dzieckiem.
Bożena odłożyła dokument.
— Wycieczkę rezerwowałam od dawna. Nie mogłam przewidzieć, że poród wypadnie akurat wtedy.
— Termin cesarskiego cięcia był znany od dwóch tygodni — odpowiedziałam.
— Nie będę podporządkowywać życia twojemu porodowi.
— Ale moja matka powinna podporządkować mu własne życie i jeszcze zapłacić za możliwość pracy?
— Ona jest twoją matką.
— A pani jest matką Kamila i babcią Ignacego.
— Właśnie dlatego należy mi się szacunek.
— Szacunek nie oznacza finansowania pani wakacji i udostępniania mieszkania.
Kamil podszedł do prawniczki.
— Nie potrzebujemy rozwodu. Milena jest po porodzie, hormony wpływają na jej ocenę sytuacji.
Roksana spojrzała na niego chłodno.
— Pani Milena przeszła dziś konsultację lekarską. Nie stwierdzono zaburzeń ograniczających zdolność podejmowania decyzji.
— Zabrałaś żonę do psychiatry? — oburzyła się Bożena.
— Sama poprosiłam o ocenę — odpowiedziałam. — Wiedziałam, że Kamil spróbuje powiedzieć, że jestem niestabilna.
Mąż zacisnął szczękę.
— Naprawdę przygotowałaś to wszystko w kilka godzin?
— Nie. Przygotowywałam się do ochrony mieszkania od dnia, gdy twoja matka zaczęła mówić sąsiadom, że jest jego właścicielką.
— Nigdy mi o tym nie powiedziałaś.
— Mówiłam. Odpowiedziałeś, żebym nie odbierała jej poczucia bezpieczeństwa.
Bożena podniosła głos.
— Kamil jest twoim mężem. Ma takie samo prawo do domu jak ty.
Roksana otworzyła akt notarialny.
— Lokal został nabyty przed małżeństwem. Stanowi majątek osobisty pani Mileny. Pan Kamil nie jest współwłaścicielem.
— Płacił rachunki!
— Przez pierwsze osiem miesięcy małżeństwa opłacał internet i część czynszu. Później wszystkie koszty ponosiła pani Milena.
— Syn utrzymywał rodzinę!
Wyjęłam kolejny plik.
— Moje miesięczne dochody były średnio o czterdzieści procent wyższe. Kamil przelewał połowę pensji na pani konto.
Mąż spojrzał na mnie gwałtownie.
— Sprawdzałaś moje przelewy?
— Były wykonywane ze wspólnego rachunku.
Bożena usiadła.
— Pomagał matce. Czy to przestępstwo?
— Nie. Ale w postępowaniu o podział majątku zostanie ustalone, czy pieniądze wydawano za zgodą obojga małżonków.
— Zawsze wiedziałaś, że wspiera mamę — powiedział Kamil.
— Wiedziałam o tysiącu miesięcznie. Nie o czterech tysiącach i finansowaniu wakacji.
— Mama nie ma wysokiej emerytury.
— Sprzedała własną kawalerkę.
Bożena zesztywniała.
— To moje pieniądze.
— Właśnie. Gdzie są?
Nie odpowiedziała.
Później dowiedziałam się, że większość środków przekazała córce Kamila na wkład własny do mieszkania.
Syn miał zapewnić jej dach nad głową.
Tyle że nie zapewnił własnego.
Oddał jej mój.
Moja matka stała przy ścianie, wciąż blada ze wstydu.
Podeszłam do niej.
— Mamo, spakuj tylko dokumenty i leki. Resztę odbierzemy później.
— Mileno, nie chcę rozbijać ci małżeństwa.
— To nie ty je rozbijasz.
— Może oddadzą pieniądze i przeproszą.
Kamil natychmiast wykorzystał jej słowa.
— Właśnie. Oddamy piętnaście tysięcy. Mama źle to ujęła.
Bożena odwróciła się do niego.
— Nie oddam. Pokój i media kosztują.
— W mieszkaniu, które nie jest pani własnością — przypomniała Roksana.
— Dbałam o ten dom przez lata!
— Nie była pani zatrudnioną zarządczynią. Mieszkała pani bezpłatnie.
Teściowa wskazała na moją matkę.
— A ona zużywała wodę, gaz i prąd!
— Gotując dla państwa synowej i wnuka — odpowiedziała prawniczka. — Jeżeli zamierza pani utrzymywać, że zawarła umowę najmu, proszę pokazać tytuł prawny do lokalu i zgłoszenie przychodu do urzędu skarbowego.
Bożena zamilkła.
Kamil chwycił mnie za ramię.
— Chodźmy do sypialni. Porozmawiamy bez obcych.
Odsunęłam się.
— Roksana jest moją pełnomocniczką. Mama jest właścicielką pieniędzy, które właśnie wyłudziliście. To wy jesteście stroną obcą.
— Nie wyłudziliśmy niczego!
— Twoja matka przedstawiła się jako właścicielka i zażądała opłaty za używanie cudzego lokalu.
— Przelałaś dobrowolnie.
— Właśnie dlatego w tytule przelewu wpisałam dokładny cel.