„Jeśli powiedzą nie, posłuchamy”.
W recepcji poprosiłam Tobiasa o spotkanie z pediatrą.
Kobieta wpisała tekst, po czym pokręciła głową. „Tylko upoważnieni goście mogą wejść na górę”.
„Czy mogłaby pani zawołać pielęgniarkę Glorię?” zapytałam. „Proszę?”
Dziesięć minut później zeszła pielęgniarka Gloria.
„Cześć, kochanie” – zwróciła się do Delli. „A pani pewnie jest Sydney”.
„Syd” – poprawiła ją delikatnie Della. „Ludzie, którzy ją kochają, mówią na nią Syd”.
„Tylko upoważnieni goście mogą wejść na górę”.
Pielęgniarka Gloria uśmiechnęła się do mnie. „Nie możemy pozwolić na zwykłą wizytę, ale Tobias jest w salonie rodzinnym. Della może mu tam wręczyć prezent, a ja będę w pobliżu”.
„Dziękuję” – powiedziałam.
Tobias siedział na wózku inwalidzkim, z zielonym kocem na kolanach. Na widok Delli jego twarz się rozjaśniła.
„Wszedłeś do środka” – powiedział.
Della uniosła torbę z zakupami. „Przywiozłam urodzinowe prezenty”.
Jego wzrok spłynął na torbę. „Dla mnie?”
„Przywiozłam urodzinowe prezenty”.
„Tak, dla ciebie” – powiedziała, po czym się uśmiechnęła.
Zaśmiał się cicho, ale szczerze.
Najpierw podała mu pluszowego dinozaura.
„To dinozaur” – powiedziała. „Jedno oko jest dziwne, więc może potrzebować okularów”.
Do
Bias dotknął jego krzywej twarzy. „Lubię go”.
„Ciasto się rozgniotło” – dodała Della.
„To najlepsza strona” – powiedział.
„Ciasto się rozgniotło”.
W pobliżu drzwi pojawił się ochroniarz.
Uśmiech pielęgniarki Glorii zniknął. „Przepraszam. To wszystko, co mamy”.
Della podniosła wzrok. „Już?”
Ochroniarz mówił łagodnym tonem. „Nie ma cię na liście zatwierdzonych”.
Zrobiłem krok naprzód. „Ma 8 lat. Oszczędziła na to pieniądze na lunch”.
„Wiem” – powiedział. „Ale muszę przestrzegać zasad”.
„Nie ma cię na liście zatwierdzonych”.
Tobias mocniej przytulił dinozaura.
Podbródek Delli zadrżał. „Czy on nadal może zjeść ciasto?”
Pielęgniarka Gloria skinęła głową. „Dopilnuję, żeby tak zrobił”.
W windzie Della otarła oczy rękawem. „Dlaczego czułam, że mamy kłopoty?”
„Nie mieliśmy” – powiedziałam. „Zasady szpitalne, kochanie. Przepraszam”.
„Czy on nadal może zjeść ciasto?”
***
Następnego dnia pielęgniarka Gloria przyprowadziła Tobiasa do okna ogrodowego. Della stanęła na zewnątrz ze mną i panią Keene i zaśpiewała „Sto lat”, przyciskając obie dłonie do szyby.
Tobias położył dłonie na jej dłoniach z drugiej strony.
Płakałam w rękaw.
Myślałam, że to koniec.
Myliłam się.
Płakałam w rękaw.
***
Następnego ranka Della i ja stałyśmy boso na mokrej trawie, wpatrując się w czarny balonik i czerwone pudełko.
„Otwórz, Syd” – wyszeptała.
Uklękłam i podniosłam wieko.
W środku była puszka Delli z miętówkami, kluczyk do szafki, kalendarz Tobiasa z wizytami i dwie karteczki.
Spojrzałam na nią. „Della, skąd on ma twoją puszkę?”
Jej policzki się zaróżowiły. „Dałam mu ją przed wyjazdem. Żeby mnie zapamiętał”.
„Otwórz, Syd”.
Odwróciłam puszkę. Pod spodem wciąż widniała stara etykieta: imię Delli, nasz adres i mój numer telefonu.
„Tak nas znaleźli” – powiedziałam.
Della otworzyła wieczko. „Syd, jest pełna”.
Puszka, w której było 11,40 dolara, była wypchana banknotami i monetami.
Ręce mi się trzęsły, gdy otwierałam karteczkę Tobiasa.
„Della przychodziła do mojego okna codziennie” – przeczytałam. „Nikt inny tego nie robił”.
„Tak nas znaleźli”.
Della pochyliła się ku mnie.
„Mama i tata wysyłają prezenty, ale nie zostają. Mam szafkę pełną prezentów urodzinowych. Della dała mi jedyne urodziny, które wydawały się prawdziwe”.
Przerwałam.
„Czytaj dalej”, wyszeptała Della.
„Proszę, otwórz szafkę. Proszę, nie pozwól im zabrać mnie do domu, jeśli i tam zostawią mnie samą”.
Druga kartka była na grubym, kremowym papierze.
Della pochyliła się nade mną.
„Sydney,
Znalazłam twój adres na puszce Delli. Tobias poprosił mnie, żebym odesłała ją pełną, bo dała mi swój skarb.
Lekarze nie potrafią go wyleczyć. Starają się zapewnić mu komfort i dać mu dobre dni.
Mój mąż i ja nie porzuciliśmy naszego syna, ale go zawiedliśmy. Płacimy rachunki. Odbieramy telefony od lekarzy. Wysyłamy prezenty. Potem odchodzimy, zanim je otworzy, bo bycie tu boli.
Tobias ma pożyczony czas, a jego życzenie było proste.
Proszę, zapytaj dziewczynę, która mi śpiewała, i jej siostrę.
Anno, mamo Tobiasa.”
„Lekarze nie potrafią go wyleczyć.”
Della podniosła wzrok. „Czy jest na nas zła?”
„Nie” – powiedziałam.
„Jesteś zła?”
„Tak.”
***
Godzinę później weszłam do szpitala z ręką Delli w mojej i czerwonym pudełkiem pod pachą.
„Matka Tobiasa prosiła mnie, żebym przyszła” – powiedziałam.
„Jest na nas zła?”
Głos za mną powiedział: „Tak”.
Odwróciłam się.
Anna stała przy windach, obracając obrączkę. Z daleka wyglądała na porządną, a z bliska na rozbitą.
„Jesteś Sydney?” – zapytała. Potem spojrzała na moją siostrę. „A ty jesteś tą słodką dziewczynką, która wywołała uśmiech na twarzy mojego syna”.
Della przesunęła się za moją nogę. „Czy Toby jest w porządku?”
„Jesteś tą słodką dziewczynką, która wywołała uśmiech na twarzy mojego syna”.
Anna skrzywiła się. „Pytał o ciebie dziś rano”.