Barman przykuł moją uwagę. „Czekasz na kogoś, bracie?”
Skinąłem głową. „Pierwsza randka”.
Uśmiechnął się szeroko. „I poznaliście się online?”
„To takie oczywiste?”
„Tylko dlatego, że co 30 sekund sprawdzasz telefon” – powiedział, chichocząc, wycierając szklankę.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, rozległ się głos. „Evan?”
„Czekasz na kogoś, bracie?”
Odwróciłem się i zobaczyłem ją: piękne długie włosy, czerwona sukienka i szeroki, promienny uśmiech. Natychmiast poczułem, jakby cała sala ją zauważyła.
Wstałem, o mało nie przewracając stołka. „Hej, Chloe. Znalazłaś to miejsce, dobrze?”
„Nie było trudno” – powiedziała, omiatając wzrokiem restaurację. „Wow, to miejsce jest przepiękne”.
Wzruszyłam ramionami, czując, jak nerwy mi puszczają. „To twoja zasługa. Sama je wybrałaś”.
Zaśmiała się, biorąc mnie pod rękę, gdy kelnerka podeszła. „To prawda. Mam talent do fajnych miejsc”.
„Hej, Chloe. Znalazłaś to miejsce, dobrze?”
Poszłyśmy za kelnerką, lawirując między stolikami. Obcasy Chloe stukały pewnie. Przy naszym stoliku usiadła pierwsza, rozglądając się dookoła, jakby zapamiętywała każdy szczegół.
„Fajne miejsce, prawda? Mają homara! Uwielbiam homara. Mam nadzieję, że nie masz alergii, Evan” – zażartowała.
„Nie ma alergii” – odpowiedziałam. „Ale mam lekką tremę przed menu”.
Uśmiechnęła się szeroko. „Zaufaj mi, pokochasz to miejsce”.
Pojawiła się kelnerka. Maya, z imieniem na plakietce. Podała nam menu. Chloe ledwo na nie spojrzała.
„Wiem, czego chcę” – powiedziała Chloe. „Poproszę homara. Z sosem maślanym, proszę. Dodatkowo z boku”.
„Mają homara! Uwielbiam homara”.
Maya skinęła głową, zapisując to. „Doskonały wybór. A pan, proszę pana?”
„Yyy, poproszę łososia” – powiedziałam. „A woda jest w porządku”.
Chloe odchyliła się do tyłu, składając ręce. „Więc to twoja pierwsza data na Tinderze”.
e?”
„Nie pierwszy raz, ale pierwszy od jakiegoś czasu” – przyznałem. „A ty?”
Wzruszyła ramionami. „Kilku. Ale większość facetów jest zbyt zdenerwowana. Albo zbyt skąpa”. Uśmiechnęła się złośliwie. „Ale ty wyglądasz na zrelaksowanego. Podoba mi się to”.
Zaśmiałem się nerwowo. „Staram się jak mogę. Wcześniej ćwiczyłem small talk”.
„Większość facetów jest zbyt zdenerwowana. Albo zbyt skąpa”.
Uniosła brew. „Dobrze? To zrób na mnie wrażenie”.
„Dobra… Mogę dotknąć nosa językiem”.
Chloe wybuchnęła śmiechem. „To okropne, Evan”.
„Może, ale przełamało lody”.
Pokręciła głową, wciąż się uśmiechając. „Dobra, dostajesz punkty za wysiłek”.
Kiedy podano nam drinki, wyciągnęła telefon. „Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza. Dokumentuję moją kulinarną podróż”.
„Dobrze? To zrób na mnie wrażenie”.
„No to działaj. Mój talerz nigdy nie wyglądał tak dobrze.”
Zrobiła zdjęcie, potem zdjęcie jednego z nas. „Uśmiechnij się. Moi znajomi zażądają dowodu, że istniejesz.”
Uśmiechnąłem się szeroko. „Powiedz im, że przetrwałem pierwszą rundę.”
Chloe puściła oko. „Och, jeszcze wcześnie.”
Stuknęliśmy kieliszkami, w sali panował gwar, rozmowy płynęły, jakbyśmy robili to setki razy.
Przez chwilę myślałem, że może źle ją oceniłem. Może Chloe była po prostu śmiała, nieudolna.
„Moi znajomi zażądają dowodu, że istniejesz.”