Skończyliśmy jeść i byłem już prawie zrelaksowany, kiedy Maya sprzątnęła talerze.
Potem pojawił się rachunek, położony na środku stołu. Chloe nie sięgnęła po niego.
Zerknąłem na nią, a potem na rachunek. Sam homar kosztował ją 150 dolarów. Dodając wino, deser i dodatki, jej porcja stanowiła ponad połowę.
Wyciągnąłem kartę. „Dobrze.” Podzielimy się, jak obiecaliśmy, dobrze?
Chloe odchyliła się do tyłu, uśmiechając się, jakby zrozumiała żart, który przegapiłem. „Nie zapłacę”.
Wpatrywałem się w nią, niemal oczekując, że się roześmieje. „Co?”
Sam homar kosztował 150 dolarów.
Wzruszyła ramionami. „Jesteś mężczyzną. Mężczyźni płacą, prawda? Zawsze tak robiłam”.
Uszy mi się piekły. „Ale… zgodziłeś się podzielić”.
Podniosła telefon, nieświadomie przewijając ekran. „Tak… ale nie sądziłam, że będziesz tak naprawdę. Mężczyźni nigdy tak nie robią”.
Zapadła między nami chwila ciszy.
Coś starego i znajomego we mnie odżyło, wspomnienia, jak czułam się mała, jakby moje uczucia nie miały znaczenia, jakbym mogła przeprosić za oczekiwanie sprawiedliwości.
„Jesteś mężczyzną”. Mężczyźni płacą, prawda?
Ale mówiłam spokojnie, starając się nie ustąpić.
„Mówiłam poważnie” – powiedziałam cicho.
Chloe przewróciła oczami, a jej usta wykrzywiły się w półuśmiechu. „Naprawdę zamierzasz się skompromitować przy kolacji, Evan? Przed tymi wszystkimi ludźmi?”
„Dlaczego miałabym się wstydzić, że chcę tego, na co się umówiliśmy?”
Zaśmiała się lekko, niemal z politowaniem. „Boże, ale jesteś uparta”.
Chloe przewróciła oczami.
Odłożyłam widelec. „Umówiłyśmy się, że się rozstaniemy”.
Spojrzała gdzieś za mnie, jakby szukała wyjścia, ale go nie znalazła.
„Cóż… może zmieniłam zdanie”.
Maya podeszła ponownie, trzymając w jednej ręce stos talerzy. Wydawała się wyczuwać narastające napięcie.
„Wszystko w porządku?”
Chloe posłała jej szybki uśmiech. „Wszystko w porządku”. To tylko drobne nieporozumienie z rachunkiem.
„Wszystko w porządku?”
Spotykałam się wzrokiem z Mają. „Umówiłyśmy się, że podzielimy rachunek. Teraz ona mówi, że tego nie zrobi”.
Chloe prychnęła, odwracając się do Mai. „Szczerze mówiąc, on robi z niczego wielką aferę. Mężczyźni płacą za randki. Tak po prostu jest”.
Maya zamilkła, patrząc na Chloe jeszcze przez chwilę. „Właściwie chyba cię pamiętam. Nie byłaś tu dwa tygodnie temu? Ten sam stolik, inny facet?”
Chloe zesztywniała. „Co? Nie. To nie ja”. Jej głos przycichł.
„Ten sam stolik, inny facet?”
Ale Maya nawet nie mrugnęła okiem. „Zamówiłaś homara, prawda? I była dość podobna rozmowa o rachunku. Tego wieczoru twój randka zapłaciła swoją połowę i wyszła. Nie zrobiłeś tego.”
Przy stole wokół nas zapadła cisza. Czułem, że ludzie słuchają, obserwują.
Widziałem, jak brawura Chloe słabnie. „Może się mylisz”.
Maya pokręciła głową. „Nie mylę się. Pamiętam twarze”. Zrobiła pauzę, a potem dodała: „Daj mi chwilę. Idę po mojego menedżera”.
Chloe się wyprostowała. „To nie jest konieczne”.
„Może się mylisz”.
Ton Mai pozostał spokojny. „Tak jest. I mamy nagranie z kamery, żeby to udowodnić”.
Chwilę później podszedł mężczyzna w czarnej koszuli. „Dobry wieczór” – powiedział, patrząc na nas.
Maya odezwała się cicho. „Była tu już wcześniej. Ta sama sytuacja”.
Kierownik skinął głową, a potem spojrzał na Chloe. „Proszę pani, będzie pani musiała zapłacić za swoją porcję dziś wieczorem. A do tego dochodzi jeszcze zaległa kwota z poprzedniej wizyty”.
Twarz Chloe zbladła. „To niedorzeczne”.