„Nie”.
Spojrzałem na nią.
„Co?”
„Proszę, zawieź mnie najpierw do mojego mieszkania.”
„Do twojego mieszkania.”
„Saro…”
„Co?”
„Podobno zmarłaś dziesięć lat temu, Claro. Staram się nadążać.”
Podała mi adres.
„To dwa miasta stąd.”
„Wiem.”
„To dlaczego jesteś tu u dentysty?”
„Podobno zmarłaś dziesięć lat temu, Claro.”
„Pękła mi plomba. To było jedyne miejsce, gdzie mogli mnie dzisiaj przyjąć.”
„Więc tu nie mieszkasz.”
„Nie. Nie mieszkałam nigdzie w pobliżu.”
„Jak długo mieszkasz dwa miasta stąd?”
„Kilka lat.”
Odjechałam od krawężnika.
„Więc tu nie mieszkasz.”
Przez pierwsze kilka minut żadna z nas się nie odzywała.
Kiedy się przestraszyłam, zaczęłam robić listy.
Tego ranka moja cisza niosła ze sobą same pytania.
Klara pierwsza przerwała ciszę.
„Muszę ci coś powiedzieć o tym telefonie”.
Zerknęłam na nią.
Klara pierwsza przerwała ciszę.
„Co z nim?”
„Nie wiedziałam, że dałam im twój numer”.
„Co?”
„Byłam oszołomiona. Zapytali, do kogo mogą zadzwonić, i najwyraźniej dałam im twój”.
„Klara, ten numer ma ponad dziesięć lat”.
„Co z nim?”
„Wiem”.
„Pamiętałaś go?”
„Najwyraźniej”.
Gdzieś w jej wnętrzu, pogrzebany pod dziesięcioma latami innego życia, mój numer wciąż czekał.
„Dlaczego mój?”
„Nie wiem”.
„Pamiętałaś go?”
Po chwili Klara zapytała: „Czy z mamą i tatą wszystko w porządku?”
„Żyją”.
„Miałam na myśli emocjonalny”.
“Wiem.”
Mamo
Alita dzwoniła w każdą niedzielę, nie pytając, czy „jestem lepiej”. Tata, Jack, był cichszy; po wypadku po prostu siedział obok mnie, gdy brakowało mu słów.
„Czy mama i tata są cali?”
Pomogli mi przetrwać stratę Clary, kiedy Clara jeszcze żyła.
„Znałaś mój numer” – powiedziałam.
„Najwyraźniej mój mózg go znał”.
„Ale nie wiesz, czy mama i tata są cali”.
Odwróciła się do okna.
„To trudniej wytłumaczyć”.
„Ale nie wiesz, czy mama i tata są cali”.
„Więc lepiej zacznij wkrótce”.
Kiedy dotarłyśmy do jej mieszkania, zrozumiałam, jak bardzo zbudowała sobie życie zupełnie odmienne od naszego.
W oknach stały rośliny, oprawione zdjęcia i żółty kubek przy zlewie.
Clara miała ulubiony kubek.
Wzięłam książkę o ogrodnictwie.
„Nienawidzisz ziemi”.
Clara miała ulubiony kubek.
„Tak. Wcześniej.”
„Zabiłaś kaktusa.”
Jej usta drgnęły.
Potem zobaczyłem zdjęcia.
Klara śmiejąca się przy obiedzie.
Klara klęcząca przy grządce.
Klara stojąca z ludźmi, których nigdy nie spotkałem.
Nie było ani jednego mojego zdjęcia.
Klara stojąca z ludźmi, których nigdy nie spotkałem.
„Jak długo tu mieszkasz?”
„Trzy lata.”
„A wcześniej?”
„Dalej.”
„Dobrze. Zacznijmy od wypadku.”
„Jak długo tu mieszkasz?”
„Wyrzucono mnie, zanim samochód się spalił. Musiałem się zgubić po wypadku, bo kierowca znalazł mnie wiele kilometrów dalej, przy innej drodze. Miałem uraz głowy i nic, co by mnie identyfikowało.”
„A twoja pamięć?”
„Źle. Umiałem posługiwać się łyżką, zanim poznałem swoje nazwisko.”
Clara potarła pierścionek.
„Moje imię wróciło przed resztą. Wiedza o tym, że jestem Clarą, nie była tym samym, co wiedza o miejscu, do którego Clara należy”.
„A twoja pamięć?”
„Jaka?”
„Żółta kuchnia mamy. Kiepsko śpiewasz pod prysznicem”.
„To byłaś ty”.
„Absolutnie nie”.
O mało się nie uśmiechnęłam.
„Kiedy mnie sobie przypomniałaś?”