Oddała mikrofon, zeszła do ogrodu i wsiadła do helikoptera obok Manon. Dziewczynka miała zamknięte oczy, a na twarzy maskę tlenową. Elise wsunęła dwa palce w zdrową dłoń.
Hélène próbowała podejść przez otwarte drzwi.
„Elise, pozwól mi wejść. To moja wnuczka”.
Elise spojrzała na nią.
„Straciłaś prawo do wypowiadania tego słowa”.
Helikopter wystartował. W dole luksusowy hotel już ciemniał: taras, bar, parkiet, oświetlona fasada. Goście stali nieruchomo w swoich oficjalnych strojach, niczym statyści zapomniani po zakończeniu sztuki.
W szpitalu czas zbladł.
Korytarze. Skanowanie. Pytania lekarzy. Złamana ręka. Sześć szwów. Wstrząs mózgu. Poobijane żebra. Brak krwawienia wewnętrznego. Brak złamania czaszki. Brak urazu kręgosłupa.
Kiedy lekarz wypowiedział te słowa, Elise musiała usiąść na podłodze, pod ścianą korytarza.
Nie rozpłakała się od razu. Zakryła usta dłońmi, jakby powstrzymując krzyk, który mógłby wstrząsnąć szpitalem.
Później Manon otworzyła oczy w cichym pokoju.
„Mamo?”
Elise wstała tak szybko, że krzesło zaskrzypiało.
„Jestem tutaj”.
„Boli mnie ręka”.
„Wiem, kochanie. Lekarze to naprawili”.
Manon zamrugała.
„Czy ciocia Camille nadal jest zła?”
Elise poczuła, jak coś w niej delikatnie pęka.
Dziecko właśnie spadło z tarasu, a jej pierwszym lękiem, po raz kolejny, był gniew dorosłego.
„Nie musisz się już martwić o ciocię Camille”.
„Czy zrujnowałam jej ślub?”
Elise wzięła córkę za rękę, tę, która nie była w gipsie.
„Nie. To dorośli zepsuli wieczór. Nie ty.”
Manon z trudem przełknęła ślinę.
„Dziadek powiedział, że udaję.”
Elise spuściła głowę i pocałowała palce córki.
„Dziadek się mylił. I nikt nie ma prawa wmawiać ci, że twój ból jest problemem.”
Następnego dnia jej prawnik, Maître Solène Vautrin, przyjechał z Paryża w ciemnym garniturze, niosąc grubą teczkę i wyglądając na kobietę, która woli dowody od łez.
„Widziałam nagrania” – powiedziała w szpitalnej stołówce.
Elise trzymała w dłoniach zimną kawę.
„Widzimy wszystko?”
„Widzimy, jak Camille chwyta Manon, popycha ją i doprowadza do upadku. Słyszymy twojego ojca. Widzimy, jak twoja matka cię uderza. Fotograf też ma zdjęcia. Kilku gości zgodzi się zeznawać.”
Elise zamknęła oczy.
„A teraz?”
„Złożyć pełny raport władzom. Złożyć skargę. Zachować nagrania. Złożyć wniosek o zakaz kontaktu w sprawie Manon. Odpowiedzialność cywilna. Wystawić rachunek za szkody związane z incydentem. A przede wszystkim, nie odpowiadać już na nie bezpośrednio”.
Elise wyjrzała przez okno. Morze migotało w oddali, obojętne.
„Powiedzą, że niszczę rodzinę”.
Solène położyła teczkę na stole.
„Zniszczyli ją. Po prostu przestań płacić za naprawy”.
Słowa utkwiły Elise w pamięci.
Przestać płacić.
Zapłaciła coś więcej niż tylko pieniądze. Zapłaciła w milczeniu. Z cierpliwością. Z wymuszonym uśmiechem. Z zaproszeniami, które przyjmowała pomimo upokorzeń. Spłaciła ukryte długi Bernarda za pośrednictwem dyskretnej firmy. Zapłaciła za operację Hélène pod przykrywką „cudownie hojnej” polisy ubezpieczeniowej. Sfinansowała pierwsze mieszkanie Camille w Paryżu, nigdy nie podpisując go swoim nazwiskiem.
Myśleli, że życie jest po ich stronie.