„Jesteś pewna co do tego mężczyzny, kochanie? Diane mówi, że on nawet nie ma własnego domu”.
Każda rozmowa mnie męczyła.
Pewnej nocy usiadłam na skraju łóżka i płakałam w sposób, w jaki nie płakałam od śmierci mojego ojca.
„A co, jeśli pójdę tą alejką i wszyscy pomyślą to samo, co ona?”
Daniel mnie tam znalazł. Powiedział
Zszedł na dół i wziął mnie za rękę.
„Porozmawiaj ze mną, kochanie”.
„Może ma rację. Może zachowuję się głupio. Suknia ślubna w moim wieku. Osiemdziesięciu gości gapiących się na pannę młodą z siwymi odrostami”.
„Margaret, spójrz na mnie”.
Spojrzałam.
„Pozwól jej mówić. Ludziom takim jak Diane zawsze w końcu brakuje słów”.
„Ale co, jeśli pójdę tą alejką i wszyscy pomyślą to samo, co ona?”
Na twarzy Daniela pojawił się powolny, tajemniczy uśmiech.
Pocałował mnie w czoło i nie odzywał się ani słowem.
„Nie zrobią tego. Mam coś zaplanowanego. Niespodziankę. Musisz mi zaufać”.
„Jaką niespodziankę?”
„Taką, która zakończy rozmowę”.
Wpatrywałam się w jego twarz.
„Daniel, proszę. Nie chcę robić sceny”.
„To nie będzie scena. To będzie prawda. To wszystko”.
Pocałował mnie w czoło i nie pisnął ani słowa.
„Była dla ciebie okropna”.
***
Dwa dni przed ślubem wpadłam do kwiaciarni, żeby potwierdzić dekoracje stołu. Mąż Diane, Roger, czekał na parkingu, kiedy wyszłam, oparty o swój sedan.
„Margaret. Masz chwilę?”
„Roger? Wszystko w porządku?”
Wyglądał na zmęczonego.
„Chciałem tylko coś powiedzieć. O mojej żonie”.
„Och, Roger, nie musisz”.
„Muszę”. Jego szczęka drgnęła. „Była dla ciebie okropna. Przez lata. A ja pozwoliłem, żeby to trwało za długo, bo było łatwiej niż z nią walczyć”.
Poranek ślubu nadszedł zbyt szybko.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
„Przepraszam, Margaret. Za wszystko” – dodał Roger. „Chcę, żebyś wiedziała, że ktoś w tej rodzinie cię widzi. Widzi, co ona robi”.
„Dziękuję, Roger”.
Skinął głową i wsiadł do samochodu, zostawiając mnie tam z dziwnym dreszczem w piersi. Jakby chciał powiedzieć coś więcej, ale się powstrzymał.
***
Poranek ślubu minął zbyt szybko.
Stałam w apartamencie dla nowożeńców, na dole było już osiemdziesięciu gości, i wpatrywałam się w swoje odbicie w długim lustrze.