Jej drżąca ręka przesunęła się po brzuchu.
„Proszę”, wyszeptała.
Nie znowu.
Przeżyła już dwa poronienia przed tą ciążą.
Nie to dziecko.
Nie Luna.
Wtedy Emma zobaczyła krew rozlewającą się po jej ciążowych dżinsach.
Nie dramatycznie.
Nie jak w filmie.
Wystarczająco, żeby jej serce przestało bić.
„Dziecko” – wyszeptała słabo.
Nikt nie odpowiedział.
Emma uniosła głowę.
Khloe stała na szczycie schodów, wciąż z lekko wyciągniętą ręką.
Idealne włosy.
Idealny sweter.
Zimne oczy.
Potem jej wyraz twarzy stwardniał.
„Przestań dramatyzować, Emmo” – warknęła Khloe.
„O mało co nie rzuciłaś się ze schodów”.
Emma patrzyła na nią z niedowierzaniem.
Słowa wydały jej się strasznie znajome.
Przesadzasz.
Jesteś zbyt wrażliwa.
Wiesz, jaka jest Khloe.
Emma słyszała te wymówki przez całe życie.
Kolejny bolesny skurcz przeszył ją w żołądku.