Elise nie spuszczała Adriena z oczu.
„Renaud, uruchom klauzulę zastawniczą. Nieruchomość pod adresem rue des Tilleuls 18 w Neuilly musi zostać zabezpieczona dziś wieczorem. Wezwij komornika, biegłych rewidentów i ochronę. Żaden członek rodziny Delmas nie może przebywać na terenie posesji bez zezwolenia”.
W salonie zapadła ciężka cisza.
Colette zamrugała.
Walter usiadł.
Adrien otworzył usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku.
Elise się rozłączyła.
Potem powoli rozejrzała się wokół: odrestaurowane sztukaterie, białe bukiety, antyczne obrazy, nieruchomi kelnerzy, ciekawskie, zszokowane, spragnione skandalu twarze.
Colette wybuchnęła śmiechem.
„Moja biedna dziewczyno, naprawdę się poddajesz…”
„Zaraz zwariuję”.
Eliza schowała telefon z powrotem do torebki.
„Nie, Colette. Właśnie przestałam cię finansować”.
CZĘŚĆ 2
W sali zamarł oddech.
Adrien złapał Elise za ramię, ale ona spojrzała na jego dłoń i natychmiast ją puścił.
„Nie wiesz, co robisz” – wyszeptał.
„Tak, wiem. Po raz pierwszy od dwóch lat robię dokładnie to, co trzeba”.
Wspięła się po trzech schodkach na scenę, gdzie godzinę wcześniej Walter wygłosił toast. Mikrofon wciąż był włączony. Jej spokojny głos wypełnił salę.
„Znasz mnie jako Elise Delmas, dyskretną żonę Adriena. Przed ślubem nazywałam się Elise Morel”.
Bankier stojący przy oknie powoli odstawił kieliszek.
Niektórzy nigdy nie słyszeli tego nazwiska. Inni, najpotężniejsi w sali, znali je aż za dobrze.
Elise kontynuowała:
„Jestem większościowym udziałowcem Morel & Cie, funduszu, który pożyczył 12 milionów euro Delmas Patrimoine, aby uratować firmę, która była już na skraju bankructwa. Te pieniądze miały spłacić wierzycieli, pracowników i pokryć zaległości w projektach budowlanych”.
Wskazała na żyrandole.
„Kupili ten dom”.
Colette zbladła.
Drzwi wejściowe się otworzyły.
Do środka, nie podnosząc głosu, weszli komornik, dwóch prawników, czterech ochroniarzy i Maître Renaud.
Renaud lekko skłonił się Elise.
„Pani Prezydent, nakaz zajęcia mienia jest w toku”.
Walter mruknął:
„Niemożliwe…”
Elise spojrzała na niego.
„To dopiero początek”.
CZĘŚĆ 3
Pierwszą rzeczą, którą Colette próbowała uratować, była torebka.
Nie jej mąż. Nie jej syn. Nie goście, którzy tłoczyli się w kierunku wyjścia, jakby rezydencja właśnie stanęła w płomieniach. Jej torebka z krokodylej skóry, położona na fotelu przy kominku, tym, którym machała cały wieczór jako oznaką wyższości.
Ochroniarz zatrzymał ją, zanim zdążyła do niej dosięgnąć.
„Proszę pani, towary zakupione za zdefraudowane pieniądze zostały zinwentaryzowane”.
Colette spojrzała na niego gniewnie, jakby właśnie ją obraził w środku mszy.
„Nie wie pani, z kim rozmawia”.
Élise zeszła z podium.
„Z nim, może nie. Ze mną, tak”.
Colette odwróciła się do niej z twarzą wykrzywioną wściekłością.
„Wrobiłaś nas”. „Wkroczyłaś do naszego domu jak kłamczucha”.
„Nie. Weszłam jak kobieta, która chciała być kochana bez pieniędzy. Nie zrozumiałaś różnicy”.
Goście wokół nich wychodzili w milczeniu. Ci sami ludzie, którzy jeszcze przed chwilą podziwiali Delmów, teraz unikali ich wzroku. Niektórzy filmowali. Inni szeptali już słowa, które miały zniszczyć rodzinę przed północą: oszustwo, konfiskata, sekretna żona, policzek, fundusz inwestycyjny.
Walter podjął ostatnią próbę odzyskania kontroli.
„Elise, bądźmy rozsądni. Możemy porozmawiać. Nie przy wszystkich”.
Odwróciła się do niego.