Potem spojrzałem na Harolda. Przyglądał się w milczeniu, czekając, co wybiorę.
Pamiętam każde Boże Narodzenie, kiedy Patricia naśmiewała się ze mnie, gdy sprzątałam kuchnię, każdą kolację, kiedy Mark pocieszał mnie prywatnie, ale milczał publicznie, i każdą obelgę, którą przełknęłam, aby zapewnić rodzinie komfort.
Wyprostowałem ramiona.
„Właściwie, Patricio, myślę, że to idealny t
Czas podać ciasto”.
„Jesteśmy najedzeni” – odpowiedziała szybko.
„Nalegam”.
Wszedłem do kuchni i wyjąłem ze spiżarni starą szklaną paterę Rosalind. Lata wcześniej Patricia dała ją Markowi, żartując, że nic pieczonego w naszym domu nie zasługuje na to, by ją na niej wystawić.
Wyjąłem ciasto miodowo-orzechowe z prostego pudełka i położyłem je na paterę. Trzy złote warstwy błyszczały pod bursztynową polewą, a kandyzowane połówki orzechów włoskich leżały na wierzchu.
Kiedy wniosłem je do jadalni, Patricia początkowo miała na twarzy swój zwykły protekcjonalny wyraz twarzy.
Potem zobaczyła paterę.
Jej wzrok powędrował na ciasto, a krew odpłynęła z jej twarzy.
„Co to jest?” – zapytała.
Postawiłem ją na środku stołu.
„To ciasto miodowo-orzechowe babci Rosalind”.
Przez pokój przeszedł szmer. Harold ostrożnie odłożył widelec.
Patricia zmusiła się do śmiechu. „To niemożliwe. Przepis zaginął”.
„Nie” – powiedziałam spokojnie. „Nie”.
„Przeszukałam cały dom mamy. Zabrała go ze sobą”.
„Wiem, że szukałaś”.
Wpatrywała się w ciasto, jakby było niebezpieczne.
„Skąd je wzięłaś?”
„Ktoś z tej rodziny dał mi je cztery miesiące temu”.
Patricia powoli odwróciła się do męża.
„Harold?”
Wstał i podszedł do ciasta, dotykając drżącymi palcami szklanej podstawki.
„Wygląda dokładnie jak jej” – wyszeptał.
„Nie mogłeś jej dać przepisu” – powiedziała Patricia.
Harold w końcu spojrzał jej w oczy.
„Mógłbym” – odpowiedział. – „I tak zrobiłem”.
Krewni, którzy śmiali się chwilę wcześniej, nagle bardzo zainteresowali się swoimi talerzami.
CZĘŚĆ 3
Patricia opadła na krzesło.
„Dlaczego jej to dałeś?” zapytała.
Harold spojrzał na mnie, zanim odpowiedział.
„Znalazłem przepis w jednej z książek mamy. Obserwowałem, jak ją traktowałaś przez piętnaście lat, Patricio. Chciałem, żeby przepis trafił w lepsze ręce”.
W sali zapadła całkowita cisza.
Patricia zacisnęła usta, ale nic nie powiedziała. Harold podniósł nóż do ciasta i delikatnie położył go na mojej dłoni.
„Powinieneś odkroić pierwszy kawałek”.
Nałożyłam mu pierwszą porcję.