„Już jestem spięta. Jestem w ciąży, bolą mnie plecy, a twoja mama traktuje moje gotowanie jak ostrzeżenie dla służby zdrowia.”
„Ma wrażliwy żołądek.”
„Nie, ma wrażliwe ego.”
Mama cicho zaniosła tacę do kredensu, dając nam przestrzeń, nie zostawiając mnie samej.
Tom potarł kark. „Porozmawiam z nią.”
„Zawsze tak mówisz.”
„Hannah, nie chcę się dziś kłócić.”
„Ma wrażliwy żołądek.”
„Ja też nie. Dlatego proszę cię, żebyś przestała, zanim się zacznie.”
Jego szczęka drgnęła. „Wiesz, jaka jest mama.”
„Tak. Robi się niegrzeczna, a mnie każą być cierpliwym.”
„To niesprawiedliwe.”
„Nie, Tom. To niesprawiedliwe, że gotuję dla twojej rodziny, a twoja mama przynosi zapasowe posiłki, jakbym próbował zepsuć Święto Dziękczynienia”.
Spojrzał w stronę stołu. „Twoje jedzenie wygląda niesamowicie”.
„A potem mów tak, kiedy je obraża”.
„Wiesz, jaka mama potrafi być”.
Drzwi wejściowe otworzyły się, zanim zdążył odpowiedzieć.
„Cześć wszystkim!” zawołała Diane. „Impreza może oficjalnie się zacząć”.
Wkroczyła do środka w perłach i z promiennym, firmowym uśmiechem.
W jednej ręce trzymała torbę z prezentami. W drugiej dużą torbę termiczną.
Tom to zobaczył. Ja też.
Diane najpierw pocałowała go w policzek. „Oto mój syn”.
„Impreza może oficjalnie się zacząć”.
Potem spojrzała na stół. „Och. Hannah sama to wszystko zrobiła?”
Położyłam rękę na brzuchu i uśmiechnęłam się. „Tak”.
Uśmiech Diane się wyostrzył. „Ależ ambitna”.
Mama zrobiła krok naprzód. „Diane”.
„Co?” Diane zamrugała. „Miałam dobre intencje, Kirsten.”
„Nie, nie zrobiłaś tego” – powiedziała mama.
Kilka gości zamilkło.
„Hannah sama to wszystko zrobiła?”
Diane uśmiechnęła się, jakby mama ją rozbawiła. „Cóż, nie mogę się powstrzymać od stawiania standardów.”
Przeszła obok mnie i rozpięła torbę.
Tom zrobił krok naprzód. „Mamo, nie rób tego.”
Diane go zignorowała.
Wyciągnęła pierwszy pojemnik.
Potem wyciągnęła drugi.
Potem wyciągnęła trzeci.
„Cóż, nie mogę się powstrzymać od stawiania standardów.”
Sałatka z kurczakiem. Sałatka makaronowa. Owoce. Wszystko zapakowane w schludne plastikowe miseczki Diane.
Postawiła je tuż obok moich tart.
„Diane” – powiedziałam cicho – „proszę, połóż je na stoliku nocnym”.
„Diane?” – zapytała. „Żeby nikt ich nie zobaczył?”
„Więc jedzenie, które przygotowałam na własny baby shower, zmieści się na moim stole”.
Jej uśmiech się wyostrzył. „Przyprowadziłam posiłki. Niektórzy z nas nie mogą ryzykować swoimi żołądkami”.
„Więc nikt ich nie widzi?”
W sali rozległ się niezręczny śmiech.
To nie pomogło.
Diane otworzyła największy pojemnik i odwróciła się w stronę gości.
„Naprawdę nie mogę już ufać temu, co robi Hannah” – powiedziała. „Bez urazy, kochanie. Przyniosłam coś jadalnego, na wypadek gdyby ktoś potrzebował przerwy od twojego gotowania. Tom, częstuj się!”
Płonęła mi twarz.
„Bez urazy, kochanie. Przyniosłam
Zjem coś jadalnego.”
Tom mruknął: „Mamo, przestań”.
Diane poklepała go po ramieniu. „Pomagam”.
Spojrzałam na niego.
Przez chwilę czekałam.
Przesuń pojemniki. Popraw ją. Wybierz mnie.
Spojrzał w dół.
Podniosłam jedną z jej misek i sama przeniosłam ją na stolik.
Przesuń pojemniki. Popraw ją. Wybierz mnie.
Diane sięgnęła po nią. „Hannah, nie bądź małostkowa”.
Puściłam miskę i spojrzałam na nią. „Nie jestem małostkowa. Robię miejsce.”
“Jaka troskliwa” – powiedziała.