– Co robisz?
– Przyjęłam zaproszenie twojej mamy.
– Anna…
– I ja też kogoś przyprowadzę.
Wyraz jej twarzy się zmienił.
– Kto?
– Zobaczysz.
W niedzielny wieczór Elena czekała już na Sorinę w holu.
Sorina pojawiła się w czerwonej sukience.
Z idealnie ułożonymi włosami.
Z idealnie umalowanym makijażem.
I z perfumami, które Matei podobno uwielbiał od dawna.
„Jesteś piękna!” wykrzyknęła Elena.
Potem spojrzała na mnie w mojej prostej, granatowej sukience.
„Anno, ty też jesteś… praktyczna.”
Nie odpowiedziałam.
Dłoń Matei zacisnęła się w pięść obok mojej.
Przy stole Elena zaczęła od nowa.
„Wiesz, Sorina wczoraj odkopała jakieś stare zdjęcia.”
„Naprawdę?” zapytałam.
„Tak.”
Sorina, zawstydzona, wyjęła kopertę.
„Elena prosiła mnie, żebym je przyniosła.”
Zdjęcia leżały na stole.
Matei i Sorina na plaży.
Matei i Sorina przed choinką.
Matei całuje Sorinę w policzek.
Na jednym ze zdjęć Elena stała obok nich.
„Patrz” – westchnęła. „Jaka idealna rodzina z nas była.”
Matei wstał.
„To już koniec. Wracamy do domu”.
Ale wzięłam ją za rękę.
„Jeszcze nie”.
Elena uśmiechnęła się szyderczo.
„Może Anna w końcu zmierzy się z rzeczywistością”.
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Wstałam.
„To pewnie mój gość”.
Twarz Eleny rozjaśniła się triumfalną ciekawością.
Podeszłam do drzwi.
Otworzyłam je.
Przed mną stał siwowłosy, elegancki mężczyzna, trzymając bukiet białych róż.
Elena syknęła za mną.
Szklanka wypadła mu z ręki.
„Victor?”
Mężczyzna spojrzał na nią.
„Dobry wieczór, Eleno”.
Matei stał tam, zdezorientowany.
„Tato… kto to jest?”
Ojciec Matei, Stefan, zbladł.
Oczy Soriny się rozszerzyły.
A ja odsunęłam się od drzwi.
„Eleno” – powiedziałam cicho – „chciałabym przedstawić mojego starego przyjaciela rodziny”.
Wzrok Victora spotkał się bezpośrednio z Eleną.
„Chociaż myślę… że znacie się już bardzo dobrze”.
Część 2
Nikt w jadalni się nie poruszył.
Elena wpatrywała się w Victora, jakby wszedł przez drzwi trup.
Stefan odezwał się pierwszy.
„Eleno?”
Jego głos był ledwie głośniejszy od szeptu.
„Kim jest ten mężczyzna?”
Victor spojrzał na mnie.
Na jego twarzy nie było triumfu.
Nie przyszedł szukać zemsty.
Ja też go po to nie wezwałam.
Do kilku dni wcześniej nie wiedziałam nawet o jego istnieniu.
Historia zaczęła się od starego rodzinnego albumu.
Od miesięcy Elena przesuwała przede mną zdjęcia Soriny i Mateia, więc pewnego wieczoru z ciekawości zapytałam Mateia:
„Nie masz albumu z czasów młodości twoich rodziców?”
„Pewnie jest gdzieś na strychu”.
Następnego dnia, kiedy pomagaliśmy Elenie rozpakować starą szafę, znalazłam go.
Zdjęcia z czasów młodości.
Wakacje.
Urodziny.
Uczelnia.
I zdjęcie Eleny obok wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny.
Na odwrocie zdjęcia widniał napis:
„Dla Victora. Dla mężczyzny, którego zawsze będę kochać. E.”
Data była zaledwie cztery miesiące przed ślubem Eleny i Stefana.
Nie chciałam tego sprawdzać.
Dopóki Elena nie pojawiła się w pokoju tego popołudnia, wyrwała mi zdjęcie z ręki i warknęła na mnie gniewnie:
„Nie dotykaj rzeczy, które nie mają z tobą nic wspólnego!”
Tego dnia coś zrozumiałam.
Elena nie wierzyła w „świętość dawnych miłości”.
Wierzyła w nią tylko wtedy, gdy mogło to zrujnować moje małżeństwo.
W końcu znalazłam Victora na portalu społecznościowym.
Nie napisałam mu nic obraźliwego.
Po prostu:
„Dzień dobry. Jestem synową Eleny Popescu. Znalazłam twoje stare zdjęcie. Chciałabym zadać ci pytanie”.
Victor oddzwonił do mnie tego wieczoru.
A kiedy usłyszał imię Eleny, milczał przez prawie minutę.
Okazało się, że on i Elena są razem od sześciu lat.
Zaręczyli się.
Potem Victor dostał stypendium do Niemiec.
Elena nie chciała czekać.
Wyszła za mąż za Stefana.
Victor już nigdy jej nie szukał.
„Dlaczego tak się tym interesujesz?” – zapytał mnie.
Powiedziałam mu.
Wszystko.
Sorina.
Obiady.
Zdjęcia.
Insynuacje.
Że Elena uważała pierwszą miłość za ważniejszą niż przysięga małżeńska.
Wiktor milczał przez długi czas.