A potem w stronę Kevina.
Nikt się nie odezwał.
Ta cisza odpowiedziała na kolejne pytanie.
Koordynator nie podjął tej decyzji.
Ktoś inny.
Moja mama pojawiła się chwilę później.
„Jessica?”
Od razu wyczuła, że coś jest nie tak.
Wzięłam głęboki oddech.
„Wygląda na to, że nie jestem już pierwszą osobą idącą własną nawą”.
„Co?”
Corrine zrobiła krok naprzód.
„Po prostu wprowadzamy drobną zmianę”.
Moja mama zmarszczyła brwi.
„Dlaczego?”
„To osobista sprawa”.
„Nie”.
Skrzyżowałam ramiona.
„Skoro to na tyle osobiste, żeby zmienić mój ślub, to na tyle osobiste, żeby to wyjaśnić”.
Corrine po raz pierwszy wyglądała na zakłopotaną.
„Wolałabym o tym nie rozmawiać”.
„Chciałabym”.
Kevin podszedł bliżej.
„Jessica”.
Spojrzałam na niego.
„Naprawdę za tym stoisz?”
Zawahał się.
„Proszę cię o jedną przysługę”.
O mało się nie roześmiałam.
„Jedną przysługę?”
„Spędziłam 14 miesięcy planując ten ślub”.
„Wiem”.
„A 20 minut przed jego rozpoczęciem twoja matka to przepisuje”.
„Wiem”.
„A twoim rozwiązaniem jest poproszenie mnie, żebym nie reagowała”.
Zniżył głos.
„Porozmawiamy później”.
Pokręciłam głową.
„Nie”.
„Rozmawiamy”.
Na drugim końcu korytarza w końcu dostrzegłam Rosalie.
Stała przy wejściu na ceremonię.
Miała na sobie jasnoniebieską sukienkę.
Ktoś włożył jej w dłonie bukiet.
Nie uśmiechała się.
Wyglądała jak ktoś czekający przed gabinetem dyrektora.
Natalie podążyła za moim wzrokiem.
„Czy ona o tym wie?”
„Nie wiem”.
Rosalie spojrzała w naszą stronę.
W chwili, gdy nasze oczy się spotkały, odwróciła wzrok.
Wydawała się… zawstydzona.
Nie podekscytowana.
Nie triumfująca.
Po prostu głęboko zakłopotana.
To nie pasowało do obrazu, który wyobraziłam sobie w głowie.
Jeśli chciała ukraść mi chwilę, dlaczego wyglądała, jakby chciała zniknąć?
Podeszłam do niej.
Kevin sięgnął po moje ramię.
„Jess”.
Delikatnie się odsunęłam.
Rosalie podniosła wzrok, gdy stanąłem przed nią.
„Prosiłaś o to?”
Zacisnęła dłoń na bukiet.
Otworzyła usta.
Nie wydobył z siebie żadnego dźwięku.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, Corrine stanęła między nami.
„To nie jest odpowiedni moment”.
Rozejrzałem się.
W pobliżu korytarza zebrało się prawie 30 gości.
Po sali rozniosły się szepty.
Wszyscy wiedzieli, że coś się dzieje.
Nikt nie wiedział co.
Odwróciłem się do Corrine.
„Właściwie…”
Uśmiechnąłem się.
„Myślę, że teraz jest idealny moment”.
Jej ramiona się rozluźniły.
Pomyliła mój uśmiech z poddaniem się.
„Więc rozumiesz?”
„Rozumiem”.
Na jej twarzy odmalowała się ulga.
„Dziękuję”.
Skinąłem głową.
„Rosalie na pewno może iść przede mną”.
Kevin odetchnął.
„Więc wszystko w porządku?”
Spojrzałam na niego.
„Nie.”
Potem odwróciłam się do Corrine.
„Mam jeden warunek.”
Jej uśmiech zbladł.
„Jaki warunek?”
Spojrzałam na Rosalie. Potem z powrotem na Corrine.
„Kiedy te drzwi się otworzą, zanim zrobi choć krok w tamtą stronę…”
Podniosłam głos na tyle, żeby wszyscy goście w pobliżu mogli go usłyszeć.
„Chcę, żebyś powiedziała wszystkim dokładnie, dlaczego idzie przed panną młodą.”