W korytarzu zapadła cisza.
Uśmiech Corrine zniknął.
Spojrzała na Rosalie.
„No dalej.”
Rosalie się nie poruszyła.
Głos Corrine stał się ostrzejszy.
„Powiedz im.”
Oczy Rosalie napełniły się łzami.
Wyszeptała coś, czego prawie nie usłyszałam.
„Nie mogę.”
Szczęka Corrine się zacisnęła.
„Tak”.
Podeszła bliżej.
„Możesz”.
Rosalie spojrzała na Kevina.
Potem na mnie.
Potem powoli opuściła bukiet.
„Nigdy tego nie chciałam”.
Wyraz twarzy Corrine stwardniał.
„Rosalie”.
Powoli pokręciła głową.
„Mówiłam ci, że to zły pomysł”.
Wszyscy goście na korytarzu zamarli.
Spojrzałam na Kevina.
„Wiedziałaś, że ona tego nie chce?”
Zamknął oczy.
„Jessica…”
„Nie”.
Uniosłam rękę.
„Mam już dość słuchania wszystkich oprócz osoby stojącej tam z bukietem”.
Spojrzałam z powrotem na Rosalie.
„Powiedz mi”.
Wzięła drżący oddech.
„Mój ślub miał się odbyć pięć lat temu”.
Sala zdawała się kurczyć.
„Miałam 26 lat. Byłam z Evanem prawie siedem lat”.
Zaśmiała się raz.
„To miał być najszczęśliwszy dzień w moim życiu”.
Nikt się nie poruszył.
„Goście przyjechali. Kwiaty zostały dostarczone. Moja suknia wisiała w apartamencie dla nowożeńców”.
Jej palce zacisnęły się na bukiecie.
„Ojciec odprowadził mnie do wejścia”.
Głos jej się załamał.
„A potem…”
Przerwała.
Corrine cicho sięgnęła po jej ramię.
„Wystarczy”.
Rosalie odsunęła się.
„Nie. Nie wystarczy”.
Spojrzała na mnie.
„Zabrzmiała muzyka. Zrobiłam krok w stronę drzwi. Moja druhna odebrała telefon”.
Poczułam ucisk w żołądku.
„Pan młody odszedł”.
W korytarzu rozległy się westchnienia.
„Wyszedł?”
Rosalie skinęła głową.
„Zostawił liścik, że nie może tego zrobić”.
Wpatrywała się w bukiet.
„Nigdy nie szłam do ołtarza”.
Zapadła cisza.
Nawet Natalie spuściła wzrok.
Spojrzałem na Corrine.
„Więc to…”
Wskazałem na
ceremonia.
„…to był twój pomysł”.
Łzy napłynęły Corrine do oczu.
„Zasłużyła na tę chwilę”.
„Nie”.
Rosalie pokręciła głową.
„Zasłużyłam na swoją chwilę”.
Spojrzała na matkę.
„Nie na swoją”.
Opanowanie Corrine w końcu prysło.
„Nigdy już nie byłaś taka sama”.
„Przestałaś się spotykać”.
„Przestałaś obchodzić urodziny”.
„Nie będziesz nawet przychodzić na rodzinne śluby”.
„Chciałam tylko…”
Głos jej się załamał.
„…oddać ci jedną rzecz, którą ci ukradli”.
Rosalie otarła oczy.
„Nie możesz”.
Corrine odwróciła się do mnie.
„Nie chciałam cię skrzywdzić”.
„Myślałam…”
Rozejrzała się bezradnie.
„Myślałam, że jeśli raz przejdzie do ołtarza, może w końcu się zagoi. Przekonywałam samą siebie, że pożyczenie twojej chwili odda jej tę”.
Uwierzyłam, że mówi szczerze.
To prawie pogorszyło sprawę.
Bo przekonała samą siebie, że kradzież mojej chwili to akt miłości.
Spojrzałam na Kevina.
„Od jak dawna wiesz?”
Przełknął ślinę.
„Kilka miesięcy”.
„Kilka?”
„Mama zapytała mnie, kiedy zarezerwowaliśmy miejsce na ślub”.
Wpatrywałam się w niego.
„Zgodziłeś się?”
„Powiedziałam jej, że to zły pomysł. Ale jej nie powstrzymałam”.
„Nie wiedziałaś, jak…”
Cicho się zaśmiałam.
„Więc zamiast tego zdecydowałaś, że to ja się poświęcę”.
„Nie tak miało być”.
„Więc jak miało być?”
„Pomyślałam, że jeśli przetrwamy ceremonię, to później będziemy mogli wszystko wyjaśnić”.
„Potem?”
Pokręciłam głową.
„Po tym, jak wszyscy widzieli, jak inna kobieta wchodzi na mój ślub?”
Nie odpowiedział.
Rosalie wyglądała na przerażoną.
„Kazałaś mu to przed nią ukryć?”
Corrine skinęła głową.
„Wiedziałam, że odmówi”.
Rosalie odwróciła wzrok.
„Ja też odmówiłam”.
Wszyscy zwrócili się w jej stronę.
„Co?” zapytał Kevin.