Bo już znała odpowiedź.
Pieniądze.
A najgorsze było to, że Rodrigo nie działał sam.
CZĘŚĆ 3
W niedzielny poranek Mariana nie obudziła się w apartamencie dla nowożeńców, który Andrés zarezerwował z widokiem na Paseo de la Reforma.
Obudziła się na twardym krześle na komisariacie policji, z rozmazanym makijażem, pogniecioną sukienką i szklanką zimnej kawy w dłoniach.
Andrés był obok niej.
Nie odstępował jej ani na chwilę.
Agentka Gabriela Rivas wróciła z teczką.
„Znaleźliśmy kopertę w kurtce twojego brata”.
Mariana podniosła wzrok.
„Co tam było?”
Gabriela położyła kartkę papieru na stole.
„Autoryzacja rzekomo podpisana przez ciebie”.
Andrés wziął ją pierwszy. Zacisnął szczękę, czytając.
Mariana nie musiała już pytać.
Znała takie pułapki.
W kartce napisano, że z powodu „wyczerpania emocjonalnego” i „problemów ze stabilnością psychiczną” Mariana upoważniła swojego ojca, Ernesto Torresa, do głosowania w jej imieniu przez 90 dni we wszystkich sprawach dotyczących Torres Desarrollos, rodzinnej firmy zajmującej się nieruchomościami.
Mariana zaśmiała się krótko i bez radości.
„Podrobili mój podpis”.
Gabriela nie była zaskoczona.
„Był tam też pendrive”.
Andrés pochylił się do przodu.
„Co na nim było?”
„Zmontowany film” – powiedział agent. „Fragmenty Mariany płaczącej na pogrzebie, kłócącej się z bratem i wybiegającej z rodzinnego obiadu”. Wszystko było zaaranżowane tak, by wyglądała na niezrównoważoną.
Mariana poczuła ucisk w piersi.
Nie chcieli jej zabić.
Chcieli zniszczyć jej wiarygodność.
Było gorzej, bo to był dokładnie ten rodzaj przemocy, który preferował Rodrigo: taki, który nie pozostawia krwi, ale sprawia, że wszyscy wątpią w ciebie, gdy w końcu mówisz prawdę.
Historia zaczęła się dwa lata wcześniej, kiedy zmarła Doña Teresa, babcia Mariany.
Doña Teresa była jedyną osobą w rodzinie, która patrzyła na nią bez pogardy. Przed śmiercią zostawiła Marianie 40% udziałów w Torres Desarrollos. Rodrigo otrzymał 20%. Don Ernesto zachował resztę.
Na początku Mariana myślała, że to tylko spadek.
Potem odkryła, że to odpowiedzialność.
Firma miała ukryte długi, zawyżone kontrakty, fałszywe faktury i pilną umowę z Grupo Pedregal, firmą budowlaną, która chciała kupić część firmy za śmiesznie niską cenę. Rodrigo naciskał na tę fuzję, jakby była ratunkiem dla rodziny.
Ale Mariana przeczytała dokumenty.
Andr
És, prawnik specjalizujący się w prawie gospodarczym, pomógł jej je przeanalizować.
W środku znajdowały się ukryte klauzule: po restrukturyzacji akcjonariusze mniejszościowi mogliby zostać zmuszeni do sprzedaży z dyskontem. Mówiąc prościej, Mariana straciłaby prawie wszystko, co zostawiła jej babcia, a Rodrigo i Ernesto otrzymaliby natychmiastową gotówkę na pokrycie swoich błędów.
Mariana odmówiła podpisania.
Wtedy wybuchła wojna.
Rodrigo nazwał ją egoistką.
Ojciec nazwał ją niewdzięczną.
Matka powiedziała jej, że Andrés nią manipuluje.
Tydzień przed ślubem Doña Alicia wezwała ją do restauracji w San Ángel.
„Córko, odwołaj ślub na jakiś czas” – błagała. „Jesteś zdezorientowana. Rodrigo chce tylko chronić rodzinę”.
„Nie, mamo” – odpowiedziała Mariana. „Rodrigo chce chronić swoje długi”.
Doña Alicia uderzyła ją w twarz na parkingu.
Mariana zakryła ślad makijażem podczas ostatniej przymiarki sukni.
Nigdy nie powiedziała o tym Andrésowi.
Do tego ranka.
Kiedy skończyła mówić, w oczach Andrésa pojawił się cichy smutek.
„Powinieneś był mi powiedzieć” – mruknął.
„Wstydziłem się”.
„To nie był twój wstyd”.
Mariana spuściła głowę.
To zdanie zabolało ją bardziej niż cokolwiek innego.
Bo to była prawda.
W poniedziałek o 9:00 rano Mariana weszła na walne zgromadzenie akcjonariuszy Torres Desarrollos.
Nie miała na sobie białej sukienki.
Miała na sobie granatowy kostium, włosy związane z tyłu i pod pachą trzymała teczkę.
Andrés odprowadził ją do drzwi, ale nie odezwał się w jej imieniu.
Wiedział, że ta walka należy do Mariany.
Pokój znajdował się na 24. piętrze budynku w Polanco. Mariana była tam jako dziecko, kiedy Rodrigo powiedział jej, że kobiety nie nadają się do zarządzania firmami. Wtedy mu uwierzyła, bo mówił to z taką pewnością siebie.
Już nie.
Don Ernesto siedział na czele stołu. Jego twarz wyglądała na zmęczoną, ale wciąż starał się emanować władzą.
„Mariana” – powiedział – „to spotkanie musi zostać przerwane. Po tym, co się stało, nie jesteś w stanie mówić”.
Położyła teczkę na stole.
„Wręcz przeciwnie. Jestem bardziej przejrzysty niż kiedykolwiek”.