—Kontakt alarmowy: Brenda Mora. Pokrewieństwo: małżonek.
Pielęgniarka przeczytała na głos tekst na izbie przyjęć, a mój świat w milczeniu się zawalił. Sebastián siedział obok mnie z bandażem na nadgarstku i telefonem komórkowym w dłoni, jakby kontuzja od padla była kryzysem narodowym. Trzymałam jego kartę ubezpieczeniową, dowód osobisty i torebkę, bo tak właśnie robią żony: noszą dokumenty, odpowiadają na pytania, dbają o porządek.
W prywatnej klinice w Santa Fe unosił się zapach środków dezynfekujących i przepalonej kawy. W wyłączonym telewizorze leciały wiadomości o ruchu drogowym. Mała dziewczynka płakała w ramionach matki. A ja byłam tam, słysząc, jak obcy człowiek nazywa moją najlepszą przyjaciółkę żoną mojego męża.
Tylko dla ilustracji
Brenda Mora.
Kobieta, która pomagała mi składać pamiątki ślubne. Ta, która trzymała moją córkę Lunę, kiedy się urodziła. Ta, która wiedziała, gdzie trzymam leki, jakie jest moje hasło do internetu i w które dni Sebastián, jak twierdził, ma długie spotkania.
Pielęgniarka podniosła wzrok.
—Czy to nadal prawda?
Czekałam, aż Sebastián to poprawi. Aż się nerwowo zaśmieje, powie „myliłeś się”, spojrzy na mnie zszokowany. Nic nie zrobił. Po prostu chwycił telefon i powiedział:
—Tak.
Jedno słowo. Spokojnie. Wyćwiczone.
—Sebastian— powiedziałam.
Nie spojrzał na mnie.
—Ariadno, porozmawiamy później.
To słowo. To, którego używał, kiedy potrzebował czasu, żeby utrzymać kłamstwo.
Pielęgniarka odchrząknęła, czując się niezręcznie.
—Proszę pana, potrzebuję wyjaśnienia do akt. Czy pani Brenda Mora jest pana żoną?
Zamilkł.
—Nie— odpowiedziałam—. Jestem jego żoną.
Kilka osób się odwróciło. Mężczyzna z lodem na kolanie przestał patrzeć na podłogę. Kobieta przy automacie z napojami otworzyła szeroko oczy.
Sebastian próbował dotknąć mojego nadgarstka.
—Nie rób tego tutaj.
Cofnęłam rękę.
—Zrobiłaś to tutaj.
Pielęgniarka wydrukowała kolejny formularz. Poprosiła o moje dane. Podałam go ze spokojem, którego nie czułam: Ariadna Langarica, żona, numer telefonu, adres. Podpisałam. Potem oddałam.
—Wyjdź.
Sebastian gwałtownie wstał.
—Nie dramatyzuj.
Dramaturgiczne. Ulubione słowo mężczyzn, gdy prawda rujnuje ich plany.
—Przyprowadziłam cię — powiedziałam. — Możesz poprosić drugą żonę, żeby cię zabrała.