„Przedstaw flagę bohatera pogrążonej w żałobie wdowie” – powiedział. „Jestem tu, by wygłosić tajny raport”.
Cmentarz ucichł.
Scarlett przestała płakać.
Beatrice zamarła.
Generał Bradley obrócił się na tyle, by wszystkie mikrofony mogły go uchwycić.
„Garrett Cole nie zginął jako bohater. Nie zginął, chroniąc swoich towarzyszy. Zginął na terenie wrogiego obozu po fiasku nielegalnej transakcji”.
Zaparło mi dech w piersiach.
„Próbował sprzedać tajne informacje wywiadowcze” – kontynuował generał. „A konkretnie współrzędne jednostki rozmieszczenia kapitana Mercera w czasie rzeczywistym”.
Świat zdawał się chwiać.
Garrett nie tylko nas porzucił.
Próbował sprzedać moją jednostkę.
Próbował zostawić nasze dzieci bez matki.
Krzyk przeciął powietrze.
„Nie!” – krzyknęła Beatrice. „To kłamstwo! Mój syn był patriotą!”
Generał Bradley spojrzał na nią zimno.
„Wojsko Stanów Zjednoczonych nie chroni zdrajców, pani Cole. Ani tych, którzy im pomagali”.
Potem wyjął z płaszcza gruby plik wodoodpornych dokumentów.
„Mamy również powody, by sądzić, że zagraniczne płatności związane z tą zdradą były przekazywane za pośrednictwem krajowych, fikcyjnych kont zarządzanych przez jego rodziców i kochankę”.
Efekt był natychmiastowy.
Czarne sedany nadjechały z dróg dojazdowych. Wysiedli agenci federalni i żandarmi.
Arthur próbował się kłócić. Beatrice krzyczała moje imię, oskarżając mnie o ich zniszczenie. Scarlett siedziała jak sparaliżowana, a jej prawdziwe łzy w końcu zastąpiły przedstawienie.
Przyciągnąłem dzieci bliżej i zasłoniłem im widok.
Już raz zostali odrzuceni przez tych ludzi. Nie pozwolę im oglądać z bliska swojego upadku.
Przy trumnie Gwardia Honorowa zdjęła flagę. Żadnej ceremonii. Żadnego powolnego składania. Żadnego ostatecznego honoru.
Trumna Garretta pozostała pusta.
Generał Bradley podszedł bliżej.