Przeniósł wzrok na Emmę, która metodycznie niszczyła tartę cytrynową na stole. „Wszystko z nią w porządku?”
„Ma sześć lat, Ryan. Znosi zdradę z większą gracją niż większość dorosłych w tym pokoju”.
Skrzywił się, jakbym go uderzył. „Chcę to naprawić. Może… może jutro podejdzie do ołtarza z orszakiem ślubnym? Na samym początku?”
„Musisz to wyjaśnić z Madison” – ostrzegłem go chłodno. „A jeśli zawaha się choć przez chwilę, nie piśnij Emmie ani słowa. Nie pozwolę ci dwa razy wyrwać jej dywan spod nóg”.
Posępnie skinął głową i wycofał się w tłum. Nie zostaliśmy na tańce.
Derek zapiął mocno pod wpływem środków uspokajających Emmę w foteliku samochodowym, podczas gdy ja znalazłam ojca w holu. Przyciągnął mnie do siebie w mocnym, miażdżącym żebra uścisku – rażące odejście od jego zwykłego stoicyzmu.
„Zadzwonię do ciebie w tym tygodniu” – obiecał, przyciskając usta do moich włosów.
„Odbiorę” – odpowiedziałam.
Derek wjechał w duszącą ciemność wiejskiej autostrady. Emma straciła przytomność w ciągu jedenastu minut. Siedziałam na miejscu pasażera, zielony aksamitny woreczek spoczywał ciężko na moich udach. Kciukiem obrysowałam zarys medalionu na materiale.
„Cholerna noc” – mruknął Derek, nie spuszczając wzroku z drogi.
„Cholerna noc”.
„Twój stary… zrobił tam coś monumentalnego”.
„Zrobił”.