„Przepraszam” – powiedziałam. Mój głos nie był głośny, ale czysty, rześki i emanował uprzejmą, niezaprzeczalną powagą, która przyciągała uwagę.
Kierownictwo przestało się śmiać. Odwrócili się, żeby na mnie spojrzeć, a ich miny wyrażały mieszankę uprzejmego zmieszania i lekkiej pogardy, gdy zauważyli mój wyjątkowo niedbały wygląd.
Marcus zamarł. Powoli odwrócił głowę, żeby na mnie spojrzeć. Zadowolony, charyzmatyczny uśmiech nie zniknął; natychmiast zniknął, zastąpiony wyrazem czystej, szczerej, szeroko otwartych oczu pełnych paniki.
„Dzień dobry” – powiedziałam, obdarzając grupę ciepłym, profesjonalnym uśmiechem. Wyciągnęłam rękę do starszej wiceprezes ds. marketingu, budzącej respekt kobiety o imieniu Sarah Sterling. „Nie sądzę, żebyśmy zostali sobie formalnie przedstawieni. Jestem Elena. Żona Marcusa”.
Sarah Sterling zamrugała z autentycznym zaskoczeniem. Niepewnie uścisnęła mi dłoń, a jej wzrok szybko przeskakiwał z mojej twarzy na bladą, spoconą cerę Marcusa.
„Żona?” – zapytała Sarah, a w jej głosie słychać było wyraźne zmieszanie. „Marcus, nigdy nie wspominałeś, że jesteś żonaty. W twoich aktach osobowych figurowałeś jako kawaler. I… wybacz mi, Eleno, nie widziałem cię na liście gości przy stole prezydialnym”.
Cały krąg
Kadra kierownicza zamilkła, patrząc na Marcusa nagle wyrachowanymi, podejrzliwymi oczami. Obraz młodego, dynamicznego, niezależnego prezesa-playboya pękał w czasie rzeczywistym, zastąpiony rzeczywistością mężczyzny, który najwyraźniej ukrywał żonę niczym brudny sekret.
Oczy Marcusa płonęły psychotyczną, przerażającą furią. Żyły na jego szyi nabrzmiały pod wykrochmalonym białym kołnierzykiem.
Wydał z siebie głośny, wymuszony, niewiarygodnie sztuczny wybuch śmiechu.