Zawahała się, patrząc w stronę ulicy. Dźwięk stał się ogłuszający, wstrząsając oknami domu.
Flota pięciu przyciemnionych SUV-ów, z nisko osadzonymi i ciężkimi zawieszeniami, opancerzonych jak w wojsku, wyłoniła się zza rogu naszej cichej ślepej uliczki w idealnym, agresywnym szyku. Na czele grupy jechał nieskazitelny, srebrny Rolls-Royce Phantom, którego osłona chłodnicy lśniła niczym rząd odsłoniętych zębów w południowym słońcu.
„Co u licha?” – wydyszała Brenda, robiąc krok naprzód, a jej snobizm na chwilę ustąpił miejsca całkowitemu zmieszaniu. Zmrużyła oczy w oślepiającym słońcu. „Kto by się zgubił w tej okolicy z Maybachem?”
Nie odpowiedziałam jej. Odsunęłam się od osłony chłodnicy, wycierając ręce w ręcznik. Stałam wyprostowana na patio z uniesioną brodą. Nie wyglądałam na zaskoczoną. Wyglądałam jak królowa, której wygnana armia w końcu wróciła do bram.
Opancerzony SUV z czołówki wyłamał się z szyku, płynnie sunąc podjazdem. Nie zaparkował grzecznie. Zatrzymał się dokładnie trzy cale od zderzaka zaparkowanego Lexusa Brendy, unieruchamiając go.
Drzwi kierowcy otworzyły się. Wysiadł z nich mężczyzna o betonowej budowie, ubrany w szyty na miarę grafitowy garnitur i ciemną słuchawkę. Nie spojrzał na Brendę. Nie skierował się do drzwi wejściowych. Podszedł prosto do tylnych drzwi pasażera Rolls-Royce’a, postawił stopy na ziemi i zasalutował ostrym, wojskowym salutem.
Powietrze w ślepej uliczce zdawało się krystalizować. Sąsiedzi zaczęli wyglądać zza zasłoniętych żaluzji.
Ciężkie tylne drzwi Rolls-Royce’a otworzyły się z hukiem. Wyszedł z nich generał Silas Thorne, czterogwiazdkowy dowódca Połączonych Szefów Sztabów. Był to strzelisty pomnik mężczyzny, którego pierś zdobiły rzędy wstążek, opowiadające przerażającą historię globalnych konfliktów. Za nim, wyłaniając się ze skórzanego wnętrza niczym cień, stał Elias Vance, znany z samotności miliarder i potentat technologiczny, którego firma lotniczo-kosmiczna praktycznie władała niebem.
Kieliszek Brendy aż brzęknął o jej zęby. To byli mężczyźni, z którymi przez ostatnie pięć lat desperacko próbowała umówić się na dziesięciominutowe spotkanie, by zabezpieczyć polityczną i finansową przyszłość męża.
„Generał Thorne?” – wyjąkała Brenda. Jej głos podniósł się do gorączkowego, rozpaczliwego pisku. Rozpaczliwie wygładziła zagniecenia na jedwabnej bluzce i rzuciła się naprzód, całkowicie odkładając kieliszek na balustradę ganku. „Generale! Jestem Brenda Sterling. My… zdaje się, że mieliśmy się spotkać na gali, którą ostatnio zorganizowałem…”
Thorne nawet nie zwolnił kroku. Przeszedł obok Brendy, jakby była ze szkła, a jego wzrok utkwiony był we mnie. Zatrzymał się dokładnie metr ode mnie, zdjął sztywną czapkę z daszkiem i skłonił głowę w geście głębokiego, niezaprzeczalnego szacunku.