Imię przemknęło przez pokój jak zapałka. Kilka głów zwróciło się w stronę przeszklonego korytarza, w stronę absurdalnego stolika obok szarych śmietników, w stronę siostry, której ledwo zauważono, a która nagle stała się niewidzialnym centrum wszystkiego. Ojciec Camille w końcu podniósł wzrok i zobaczył, być może po raz pierwszy z nieznośną jasnością, gdzie pochowano jego córkę.
Adrien przeczytał cicho kolejny wers, potem kolejny. Jego twarz przybrała zastygły wyraz kogoś, kto właśnie upadł.
„W Boże Narodzenie wszystko będzie w moim imieniu, jeśli nadal będę odgrywał rolę potulnego kochanka”.
Juliette o mało nie wyrwała mu gazety.
„Dość!”
„Nie” – powiedział. „Zaczyna się”.
Wtedy rozległ się krzyk, ostry, surowy, niekontrolowany. Juliette nie krzyczała już jak obrażona kobieta. Krzyczała jak ktoś, komu właśnie zerwano maskę na oczach wszystkich, którzy ją uwielbiali. Żyrandole się nie poruszyły, ale wszystko pod nimi zdawało się kołysać.
„Ona mnie nienawidzi!” krzyknęła. „Zawsze chciała mojego miejsca!”
„Jakiego miejsca?” zapytał Adrien drżącym głosem. „Miejsca kobiety, którą kochałem, czy miejsca tej, która patrzyła tylko na mnie?”
„Przesadzasz!”
„Wykorzystałaś mnie”.
Hélène położyła papiery na stole.
„Ceremonia cywilna już się odbyła, ale jeszcze nie ślub. Z dobrym prawnikiem można to cofnąć. I cofniemy to dziś wieczorem”.
Rozległ się głośny trzask: kryształowa rama właśnie upadła i roztrzaskała się o podłogę. Kilkoro gości podskoczyło. Na korytarzu Camille wstała niespiesznie. Przez okno zobaczyła, jak jej matka podchodzi do Juliette, ojciec zamarł, Adrien cofnął się o krok, potem o dwa, jakby biała sukienka stała się skażonym miejscem.
„Powiedzcie coś!” krzyknęła Juliette do rodziców.
Ich matka już płakała.
„Kochanie…”
„Nie nazywaj mnie tak, jeśli nie zamierzasz mnie bronić!”
Wtedy, pośród przemocy ludzi osaczonych i wciąż szukających słabszego celu, Juliette wskazała na korytarz.
„To ta, która nie jest rodziną!”
Słowa zawisły w powietrzu. Ojciec Camille w końcu odwrócił głowę w jej stronę. Na jego twarzy pojawił się zapadnięty wstyd, tak spóźniony, że aż obrzydliwy.
„Dość, Juliette” – powiedział.
To nic. To było śmieszne w porównaniu z poprzednimi latami. Ale to był pierwszy raz, kiedy zaprzeczył jej w obecności świadków.
„Powinnaś przeprosić siostrę”.
Juliette wybuchnęła urwanym śmiechem.